.

Zdzierak idealny? Peeling z pestek malin.

30 maja 2015

Hej ;* Dziś w przerwie między ogarnianiem zagadnień na egzamin postanowiłam do Was wpaść :) Powoli zaczyna mi się ten "gorący okres" gdzie od przyszłego tygodnia czekają mnie już pierwsze egzaminy i kolokwia. Widziałam, że niektóre z Was mają już część z głowy. Ja niestety dopiero zaczynam. A do tego w lipcu jeszcze obrona... Co prawda pracę już mam, ale pozostały mi jeszcze zmiany kosmetyczne i trochę dopisywania w pierwszym i ostatnim rozdziale. Ale to już najmniejszy problem. Najgorzej będzie to wszystko ogarnąć na obronie. No, ale nie o tym miało być, a ja jak zwykle się rozgadałam. Dziś przychodzę do Was z postem pielęgnacyjnym, choć myślę, że ciekawym. W moich zbiorach ma swoje miejsce peeling, od którego oczekiwałam wiele. W 100% naturalny, z samych pestek malin, brzmi cudownie. A czy w rzeczywistości też tak jest?
 
Kolor/ zapach- różowy/ bardzo delikatny. Charakterystyczny dla pestek malin.
Charakterystyka- dopuszczalne stężenie 100%. W zależności od sposobu zastosowania może być peelingiem lub maseczką. Wymaga dodania dowolnego wybranego składnika: jako peeling dla nadania konsystencji i poślizgu można dodać np.: olej, żel do ciała, śmietankę: jako maseczka: należy wymieszać z dowolnym nośnikiem naturalnym np.: wodą, olejem, twarożkiem, itp. w celu uzyskania gęstej papki. Pozostawia jedwabistą w dotyku skórę. Dostarcza skórze NNKT oraz witamin i minerałów, występuje kwas GLA. Pestki malin zawierają tzw. kwas elagowy, który wykazuje działanie p/wirusowe, p/bakteryjne, p/nowotworowe.
Wskazania/ cera- do każdego rodzaju cery. Jako peeling: do mechanicznego złuszczania martwego naskórka oraz pobudzenia mikro- krążenia skóry twarzy, szyi, dekoltu oraz całego ciała. Idealny zabieg przed nałożeniem maseczki lub opalaniem.  Jako maseczka: szczególnie polecany do pielęgnacji twarzy, szyi i dekoltu oraz przy atopowym zapaleniu skóry.
Działanie- jako peeling: pobudza mikro- krążenie skóry i wyrównuje jej koloryt. Wspomaga walkę z cellulitem. Stymuluje naturalne procesy regeneracyjne skóry. Złuszcza martwy naskórek, oczyszcza pory skóry, zapobiega powstawaniu zaskórników. Jako maseczka: odżywia, uelastycznia, regeneruje i nawilża skórę. Łagodzi podrażnienia i stany zapalne. Wspomaga walkę z trądzikiem.  Źródło
Peeling dostajemy zapakowany w kartonik, który dodatkowo jest zaklejony. Dzięki temu mamy pewność, że nikt wcześniej nie ruszał naszego egzemplarza. Po dostaniu się już do części właściwej, dostajemy całkiem fajny słoiczek, od góry opatrzony nakrętką ze wszystkimi potrzebnymi informacjami, natomiast od dołu przezroczysty. Dzięki temu widać ile produktu nam zostało. Dokręca się solidnie, więc nic nie powinno nam się wysypywać. Szata graficzna mi bardzo przypadła do gustu. Niby taka prosta, a zarazem ma coś w sobie.
Peeling jest bardzo drobno zmielony. Kojarzy mi się z piaskiem na plaży. Kolorystycznie jest różowo-czerwony, praktycznie jak pestki malin :) Co do zapachu nie mogę się z godzić z producentem. Nie jest delikatny, ale też nie nachalny. Osobiście nie podoba mi się, choć ciężko mi go przyrównać do czegokolwiek. Jak dla mnie to lekki śmierdziuszek. Ze względu na dość mocne zmielenie, miałam pewne obawy co do jego właściwości zdzierających. Ale nic bardziej mylnego! Peeling należy do bardzo mocnych zdzieraków. Dlatego też nie mogę się zgodzić z producentem, że nada się do każdego typu cery. Wrażliwcom i naczynkowcom zdecydowanie odradzam. Ja początkowo chciałam używać go do skóry głowy. Działał fajnie, choć miałam ogromne problemy z jego całkowitym wypłukaniem. Dlatego z tej opcji zrezygnowałam. Próbowałam też do twarzy. Świetnie zdziera to co niepotrzebne, choć ze względu na mój typ skóry, muszę uważać żeby nie przesadzić. Natomiast do skóry reszty ciała również sprawdza się świetnie. Zdzierak z niego bardzo, ale to bardzo mocny. Jeśli ktoś lubi tego typu peelingi, jak najbardziej polecam. Wydajność w przypadku całego ciała nieco kuleje, ale jego działanie wynagradza to całkowicie. Nie skupiłam się na innych właściwościach, bo dla mnie peeling ma dobrze peelingować i tyle. A w tej kwesti jest naprawdę dobry.

Dostępność/Cena:
Klik / 14,76 (100g)

Myślę, że warto go wypróbować. Jest to naprawdę dobry zdzierak w przystępnej cenie. A Wy, miałyście do czynienia z jakimś równie dobrym, albo nieco delikatniejszym peelingiem? Piszcie ;)

Wibo Smooth'n Wear nr6. Brzoskwiniowy róż do policzków.

25 maja 2015

Hej :* Ufff, licencjat napisany, we wtorek idzie już do sprawdzenia. Jeśli przejdzie, pozostanie mi tylko przygotowywanie się do egzaminów... :D A w ramach małej odskoczni wpadam do Was w końcu z postem kolorówkowym. Już spory czas temu skończył mi się ukochany róż z Marizy. Wówczas postanowiłam postawić również na jakąś brzoskwinię, z tego względu iż jest to kolor, który pasuje do mnie idealnie. Padło na Wibo, o którym wcześniej trochę poczytałam w internecie. Na swatchach wydawał się całkiem przyjemny, opinie też zbierał przyzwoite. Dałam mu szansę, spróbowałam. Cena nie była wybitnie duża, bo jakieś 7-8 zł. W przeliczeniu na inne marki wychodzi całkiem tanio i w razie czego nasza kieszeń też nie ucierpi. Ale czy faktycznie jest z tego miłość?
 
Róż Smooth&Wear - Prasowany róż do policzków z jedwabiem, wit.E i kolagenem. Bogata formuła o matowym wykończeniu wpływa na wyraźne poprawienie wyglądu i kondycji skóry. Wyraźnie eliminuje oznaki zmęczenia. Rozświetlona cera pełna blasku, koloru i świeżości. Dostępny w 6 kolorach od Listopada 2014. Źródło
Róż dostępny jest w aż sześciu kolorach. Każdy znajdzie coś dla siebie. Dostajemy go w małym, kanciastym opakowaniu. Szata graficzna jest typowa dla marki. Pudełeczko zamyka się na zatrzask dzięki czemu mamy pewność, że nie potrzebnie samo się nie otworzy. Wieczko jest przezroczyste, więc możemy również zobaczyć kolor, by nie wybrać niczego przypadkowo. Jak w przypadku kosmetyków tego typu, łatwo się brudzi na około (co zresztą widać na zdjęciu ^^) Do tej pory nie zauważyłam też na nim śladów zarysowań, mimo że dość mocno jest na nie narażony. Tak więc w kwestiach technicznych nie mam się do czego przyczepić.
Róż generalnie nie pachnie, chyba że mocno przytkniemy do niego nos. Nie pyli też jakoś szczególnie. Wręcz przeciwnie, wydaje się być lekko tępy i ciężki do nabrania. Do powyższego swatcha musiałam dość mocno nabrać róż. Natomiast już na ręce jest bardzo delikatny. To samo jeśli chodzi o twarz. Pędzlem jest ciężko go zaaplikować, gdyż jego pigmentacja jest słabiutka. Można oczywiście nakładać go palcem, ale wtedy bardzo łatwo o smugi. Trwałość też jest średnia. Kilka godzin wygląda fajnie, po czym blednie i zupełnie znika. Całe szczęście nie zostawia plam. Średnio się polubiliśmy... A może to tylko mój egzemplarz jest jakiś felerny... Aktualnie poszukuję czegoś ciekawszego i lepszego. Jeśli macie jakieś swoje typy, śmiało piszcie ;)

Dostępność/Cena:
Rossmann / ok. 7-8 zł.

Miałyście ten róż? Polecacie może jeszcze jakieś inne ciekawe? Piszcie ;)

O dwóch takich... Co pachną prowansją.

22 maja 2015

Hej ;* Zapewne wiele z Was słyszało o hucznej akcji ambasadorskiej marki Le Petit Marseiliais. Nie ukrywałam i nie ukrywam, że wzięłam udział, ba zostałam ambasadorką marki. O całej zawartości paczki mogliście przeczytać tutaj. Dziś natomiast chciałam się skupić na żelach, które w owej paczce się znalazły. Oba są mocno owocowe i świeże. Z tego co się orientuję werbena i cytryna dopiero niedawno trafiła na sklepowe półki, a co do pomarańczy i grejpfruta tego nie wiem. Marka od jakiegoś czasu już mocno mnie kusiła, ale jakoś nigdy nie było nam ze sobą po drodze. Reklamy z każdej strony o nowej firmie na Polskim rynku bombardowały i kusiły. W końcu nasze drogi się zeszły. A czy jest z tego miłość?
Pomarańcza i grejpfrut: Otul się świeżością  nasyconą nutą cytrusowego aromatu. Poczuj wyjątkowy zapach dojrzałych pomarańczy i grejpfrutów. Użyte w naszej recepturze cytrusy pochodzą z upraw organicznych i zostały zebrane w basenie Morza Śródziemnego. Delikatny żel pod prysznic i do kąpieli LPM Pomarańcza i Grejpfrut delikatnie oczyszcza Twoją skórę. Aksamitna, łatwa do spłukiwania piana pozostawia cytrusowy zapach ze słonecznymi nutami. Twoja skóra jest miękka, nawilżona i odświeżona.
Werbena i cytryna: Otul się zapachem werbeny z lekką cytrynową nutą. Werbena z LPM to pełna aromatu roślina rozkwitająca w promieniach prowansalskiego słońca. Jej zbiory przypadają na okres tuż przed kwitnieniem. Dojrzewająca w gorącej Sycylii cytryna użyta w recepturze LPM pochodzi z upraw ekologicznych, a jej organiczne olejki eteryczne są wydobywane z kory drzew cytrynowych. LPM Werbena i Cytryna delikatnie oczyszcza Twoją skórę. Lekka, łatwa do spłukiwania piana pozostawia świeży, słoneczny zapach. Twoja skóra czuje się rozpieszczona - jest miękka, nawilżona i odświeżona.
Żele zamknięte są w dużych butlach. Oba w podobnej kolorystyce i szacie graficznej. Marka ma to do siebie, że jest charakterystyczna w tej kwestii i bardzo łatwo ją odróżnić w sklepie od innych. Całość podoba mi się średnio, choć żel ma przede wszystkim pachnieć i myć. Może też dlatego, że nie są to moje kolory. Nic się nie ściera. Otwory są dość małe, ale jednocześnie w sam raz na dozowanie odpowiedniej ilości produktu. Zamykają się na zatrzask, dzięki czemu są szczelne i bezpieczne.
Werbena i cytryna pachnie całkiem fajnie. Na początku czułam w nim nutę cytryny i jakiejś przyprawy. Później zapach stał się dla mnie zupełnie inny. Stał się dla mnie zapachem dzieciństwa. Nie wiem dlaczego, ale bardzo kojarzy mi się z cukierkami takimi cytrynowymi. Za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć jakie to były cukierki... W każdym razie kiedyś jak byłam młodsza jadłam je dość często. Natomiast zapach pomarańczy z grejpfrutem jest bardzo realistyczny. Wyczuwam tam świeże grejpfruty wraz z pomarańczami. Z początku nie za bardzo się lubiliśmy, choć obecnie to on wiedzie prym w łazience. Oba żele posiadają takie same właściwości. Pienią się dość dobrze, dzięki czemu wystarczy już niewielka ilość do umycia całego ciała. Nie wysuszają skóry, ba, pozostawiają po sobie delikatną nawilżającą powłoczkę. Nie jest ona uciążliwa i nadaje skórze delikatności. Jak na żele pod prysznic jestem miło zaskoczona. I nie jest to tylko kwestia tych zapachów. Siostra niedawno kupiła wersję mleczko waniliowe i tutaj sprawa wygląda zupełnie tak samo. Niestety ogromnym minusem tych żeli jest fakt, iż zapach utrzymuje się bardzo krótko... Podsumowując, żele są wydajne, dobrze pachnące, delikatnie nawilżające. Zapewne jeszcze do nich wrócę, ale do innych wersji zapachowych :)

Dostępność/Cena:
Drogeria Natura, Dayli, itp. / Webrena i Cytryna ok. 9zł (250ml) - ja posiadam wersję 400ml; Pomarańcza i Grejpfrut ok. 20zł (650ml)

Miałyście do czynienia z tymi żelami? A może polecacie jakieś inne ciekawe wersje zapachowe? ;)

Zakupy przez internet. Warto czy nie?

20 maja 2015

Hej Rybki :* Dziś chciałam trochę z Wami porozmawiać. Lubię czasem pisać takie posty, w których wyrażacie swoje zdanie i można dzięki temu łapać z Wami lepszy kontakt. Pogadanki w ramach rozluźnienia sztywnych ram bloga zawsze są wskazane ;) Dziś poruszymy temat bardzo aktualny i mocno na czasie. Zakupy przez internet stały się ostatnio bardzo modne i przede wszystkim wygodne. Ale czy faktycznie jest tak pięknie i kolorowo jak by się mogło wydawać? Jak wiecie, albo i nie, do niedawna byłam wielką przeciwniczką tego typu zakupów. Właściwie nie wiem dlaczego. Ubrania czy buty zawsze wolałam kupować stacjonarnie, bo przynajmniej mogę przymierzyć i dotknąć materiał...
Źródło
Co do tego zdania nie zmieniłam, choć ostatnio zamówiłam po raz pierwszy buty przez internet i wiem, że to nie był mój ostatni raz. A co do kosmetyków, wygodniej mi było iść do Natury czy Dayli (które, swoją drogą mam pod nosem) i mieć na teraz. Ale niestety nie wszystkie kosmetyki były w zasięgu, a jeśli już, to ceny były mocno zawyżone. Przez to zamówiłam po raz pierwszy szczotkę TT, która wraz z przesyłką wyszła i tak taniej (jakieś 20zł), niż stacjonarnie. Podkład z Revlona (o jakieś 30 zł) również. Wszystko poszło sprawnie, choć w drugim przypadku zamówienie zrealizowane zostało nieco później. No właśnie... Poza wygodą mamy też kwestię dostawy, która nie zawsze może być taka jak sobie zażyczymy. Wszystko zależy od kuriera (chyba, że wybierzemy paczkomaty...) i od strony, na której zamawiamy. Polecam wybierać te sprawdzone już wcześniej. Plusem może być jeszcze fakt, jeśli kupujemy kosmetyki, że nikt wcześniej ich nie macał, nie otwierał. Są nowiutkie, świeże, a data ważności (np. 12 m-cy od otwarcia) jest jak najbardziej aktualna. Takie zakupy według mnie to czysta wygoda. I jak wiadomo, tylko krowa nie zmienia zdania :) Ale czy Wy wybierzecie zakupy przez internet, czy stacjonarnie zależy tylko od Was. Jasne jest, że czasem lepiej jest wybrać pierwszą opcję chociażby ze względu na ceny. Ale jeśli mocno nam się spieszy, lepszą alternatywą będą zakupy stacjonarne. Wszystko zależy od tego, jak i co chcemy...

A jakie są Wasze przemyślenia na temat zakupów internetowych? Macie może jakieś swoje prywatne doświadczenia z kurierami czy też konkretnymi drogeriami/sklepami internetowymi? Śmiało dajcie znać! :)
---

Olej z pestek winogron OlVita w pielęgnacji włosów suchych.

17 maja 2015

Hej ;* Korzystając z chwili wolnego czasu wpadam do Was z kolejną recenzją ;) W sumie teraz praktycznie cały tydzień będę miała wolny, choć żeby nie było tak pięknie, chciałam w tym czasie skończyć już pisać swój licencjat. Zostały mi właściwie tylko dwa rozdziały i koniec. Jestem w szoku, jak te trzy lata szybko mi zleciały... Za chwilę obrona, praca i magisterka... Trochę mnie to wszystko przeraża ale też cieszy, bo mamy z N. już małe plany, ale to wszystko wyjdzie w praniu ;) Dziś jednak chciałam Wam zaprezentować olej z pestek winogron firmy Olvita. Jak wiedzie, jestem lekkim freakiem jeśli chodzi o włosy i lubię jak dobrze się prezentują. Olejowanie w ich pielęgnacji to podstawa. Tak więc idąc za tym co powinno być dla moich kłaczków dobre, wybór padł na właśnie ten. Wiązałam z nim spore nadzieje, ale czy sprostał moim oczekiwaniom? Zapraszam dalej ;)
 
Kolor/ zapach-ciemno zielony/winno- octowy. Charakterystyczny dla oryginalnego oleju z pestek winogron. Zapach utlenia się po 10 minutach po zaaplikowaniu. Później staje się delikatny, świeży. Tężeje w lodówce.
Charakterystyka-dopuszczalne stężenie 100%. Bardzo szybko się wchłania, pozostawia idealnie nawilżoną, aksamitną w dotyku skórę. Nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Bardzo wartościowy olej. Wyjątkowo bogaty w szereg antyutleniaczy, m.in.: spowalniających proces starzenia się skóry.
Wskazania/cera-do każdego rodzaju cery. Szczególnie wskazany do pielęgnacji skóry po 25 roku życia. Do pielęgnacji twarzy, szyi, dekoltu oraz włosów.
Działanie-skóra: wykazuje działanie nawilżające, p/zapalne, odżywcze, spowalniające proces starzenia się skóry ( p/zmarszczkowo, ujędrniająco). Reguluje gospodarkę wydzielniczą gruczołów łojowych. Zapobiega pękaniu naczynek. Skóra głowy i włosy: nawilżające i odżywcze.   Źródło
Olej dostajemy zapakowany w szklaną, ciemną i masywną buteleczkę, która dodatkowo posiada kartonik zabezpieczający. Szata graficzna jest prosta aczkolwiek przyjemna dla oka. Niestety bardzo szybko się brudzi... Sam kolor oleju jest delikatnie ciemnozielony, jest też lejący. Zapach, a właściwie smrodek jest do zniesienia, choć nie każdy to wytrzyma. Dodatkowo buteleczka wyposażona jest w pipetkę, która ułatwia aplikację. Ja na swoje włosy musiałam zużyć kilka takich porcji.
Natomiast najważniejsze jest działanie. Olej wybrałam standardowo do włosów. Liczyłam, że skoro jest w tej samej grupie co olej lniany, spisze się równie dobrze. A jak wyszło w rzeczywistości? Olej jest przyzwoity. Nakładałam go mniej więcej na około godzinkę-dwie, czasem trzy przed myciem. Włosy dzięki niemu stały się delikatnie bardziej nawilżone, choć szału jako takiego nie było. Oczywiście to, co nie pasuje moim włosom, niekoniecznie nie podpasuje Waszym. Ja się nie zawiodłam, choć oczywiście efektu wow też nie było. Do twarzy go nie używałam, z tego względu, że jakoś jeszcze nie mogę się przekonać do olei na mojej buźce. Natomiast na włosy można jak najbardziej próbować. Tym bardziej, że jest to 100% olej bez dodatków, w niezbyt wysokiej cenie ;)

Dostępność/Cena:
Klik / 20,12 zł (50ml)

Miałyście do czynienia z olejem z pestek winogron? A może polecacie jakieś inne ciekawe olejki? :)

Mój absolutny hit w pielęgnacji włosów. Odżywka do włosów suchych z witaminą C.

14 maja 2015

Hej ;* Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować mojego ostatniego ulubieńca w pielęgnacji włosów. Jakiś czas temu miałam okazję wypróbować kolejne kosmetyki ze Starej Mydlarni. Wybór po raz kolejny był mega trudny, jednak życie zadecydowało za mnie. Aktualnie kończyła mi się odżywka do włosów, a wiedząc, że Stara Mydlarnia ma dobre kosmetyki, postanowiłam zaryzykować. Opis mocno zachęcał, więc myślałam, czemu by nie? Przyszła, jest w użyciu już jakiś czas i mam o niej wyrobione zdecydowane zdanie. Jak już wyżej wspomniałam, stała się ona moim ulubieńcem. Ale czy udało jej się zdeklasować dotychczasowy hit z Garniera? O tym poczytacie dalej ;)
Na początek kilka słów od producenta:
Vitamin C - odżywka do włosów farbowanych z keratyną. Intensywna odżywka do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych chroniąca kolor włosów. Pomaga przywrócić naturalną równowagę skóry głowy. Dostarcza substancji nawilżających, wzmacniając strukturę włosa. Zapewnia im blask i witalność. Włosy są lekkie, lśniące, doskonale nawilżone i odżywione. Ułatwia rozczesywanie włosów kręconych i ze skłonnością do puszenia się.
ECO FORMULA: NO SLES, SLS, ALS, NO PARABENS, NO PEG-S, NO FORMALDEHYDE, NO VASELINE, NO PARAFFIN OILS, NO SILICONES, NO ETHANOLAMINES
Składniki aktywne:  
• WITAMINA C • OLEJ JOJOBA • KERATYNA • MASŁO SHEA • PROWITAMINA B5 • FILTR UV • PROTEINY JEDWABIU • PROTEINY PSZENICY • WITAMINA E • KOMPLEKS 12 ZIÓŁ • EKSTRAKT Z GOJI • GLICERYNA ROŚLINNA   Źródło
Sami widzicie, że opis zachęca. Ja wiem, że obietnice zazwyczaj są niestety puste. Jednak firmę już nieco poznałam i miałam pewność, że w tym wypadku, nie są to wyłącznie puste słowa, a coś więcej. Ale oczywiście zacznę od opakowania, które na szczęście jest przezroczyste. Widać dzięki temu ile odżywki nam ubyło. Nie będziemy mieli niespodzianki, gdy nagle się skończy. Otwór jest w formie "dzióbka", który jest nawet wygodny. Bałam się, że nie poradzi sobie z gęstą odżywką, a jednak dał radę. Szata graficzna jest prosta, aczkolwiek przyjemna dla oka. 
Zapach odżywki jest dość intensywny, ale nie utrzymuje się zbyt długo na włosach. Wyczuwam w nim nutę cytryny, ale takiej delikatnie gorzkawej. Jest dość realistyczny. Odżywka jest gęsta, dzięki czemu zyskuje też na wydajności. Z początku bałam się czy dam radę ją wydobywać gdy będzie jej już mniej, ale niesłusznie. Jeśli zostaje nam coraz mniej odżywki, wystarczy odwrócić ją do góry "nogami" i potrząsać w dół. Wówczas spokojnie spływa. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest oczywiście działanie. Tutaj po raz kolejny się nie zawiodłam. Odżywkę trzymam krótko na włosach, czasami zmywam dosłownie po kilkunastu sekundach od nałożenia. Mimo to niezależnie od czasu trzymania, działa tak samo. Genialnie nawilża włosy. Moje sucharki pokochały ją ponad wszystko. Efekt jest bardzo podobny jak po naolejowaniu. Włosy są sypkie, miękkie, delikatne, nawilżone i przede wszystkim wyglądają zdrowo. Zdecydowanie zdeklasowała moją dotychczas ulubioną odżywkę z Garniera. Nie zauważyłam również obciążenia włosów, choć używam ją od połowy ucha na długości, więc nie ma raczej prawa tego robić. Wam też to polecam ;)  Co do wydajności, to tutaj również jest nieźle. Cena jest oczywiście  (w porównaniu do odżywek drogeryjnych) dość spora. Chociaż z drugiej strony, za takie działanie można zapłacić ;) Uwielbiam ją i z chęcią zaopatrzę się kiedyś w kolejne opakowanie (oczywiście jak to zużyję, a trochę to potrwa... ;))
Na składach za bardzo się jeszcze nie znam, ale ta długość powiem Wam, że mnie przeraża... Ale, działa i nie robi krzywdy, więc nie będę marudzić ;P
Dostępność/Cena:
Klik / 31 zł (300ml)

Miałyście tą odżywkę? Polecacie może coś równie dobrego?

Joanna Naturia - szampon do włosów przetłuszczających się.

10 maja 2015

Hej :* Dziś wpadam do Was z kolejną recenzją. Czasu mało, ale się staram :P Jakiś czas temu w ferworze tego, że włosy zaczęły mi się przetłuszczać bardzo szybko, postanowiłam postawić na szampon, który zbiera mnóstwo pozytywnych opinii. Codzienne mycie tak długich włosów, to dla mnie męczarnia. Liczyłam, że Joanna mi w tym pomoże. Po przeszukaniu internetu trafiłam właśnie na ten szampon, który dziewczyny dość mocno chwaliły. Wizja tego, że znów będę mogła myć włosy co drugi dzień napawała mnie radością. A czy faktycznie szampon sprostał moim oczekiwaniom? O tym w dalszej części ;)
 
Szampon z pokrzywą i zieloną herbatą 500 ml - Włosy normalne i przetłuszczające się są wbrew pozorom trudne do utrzymania. W jaki sposób je wzmocnić, a przy tym zniwelować problem łojotokowy?  Problem: Włosy przetłuszczające się i normalne.  Recepta: Szampon Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą.  Efekt: Aktywne składniki roślinne wzmacniają włosy, działają antyłojotokowo, tonizująco i przeciwzapalnie. Włosy odzyskują sprężystość, puszystość i blask. Są miękkie i delikatne w dotyku oraz mniej się przetłuszczają.
Składniki wiodące: Pokrzywa zmniejsza łojotok skóry głowy, zapobiega wypadaniu włosów, dodaje im blasku. Zielona herbata ma działanie antyoksydacyjne, stymuluje wzrost włosa i przeciwdziała łupieżowi.  Źródło
Szampon dostajemy w sporej butli 500ml. Do wyboru mamy też mniejszą wersję. Butla jest przezroczysta, dzięki czemu widać ile szamponu nam jeszcze zostało. Pod koniec nie ma problemu z jego wydobywaniem, ponieważ można go śmiało postawić "na głowie". Nalepka się nie odkleja, nic złego się nie dzieje. Butelka zamykana jest na klik, dzięki czemu również nic się nie wylewa, nie cieknie. Całość jest szczelna. Otwór jest średniej wielkości, ale wydobywa się przez niego wystarczającą ilość szamponu. W tej kwestii nie mam się do czego doczepić. Szata graficzna również jest przyjemna dla oka ;)
Zapach jest delikatnie ziołowy, ale świeży. Wrażliwe noski nie powinny być zawiedzione. Utrzymuje się jeszcze jakiś czas po umyciu. Pieni się całkiem dobrze choć nie należy do super wydajnych. Ale w tym wszystkim najważniejsze jest działanie. Szampon dobrze oczyszcza włosy, co niestety też wiąże się z tym, że są szorstkie i trudne w rozczesaniu. A skoro dobrze oczyszcza, to też liczyłam na ograniczenie się przetłuszczania. Niestety tak się nie stało... Włosy były dobrze umyte i tyle. Potrzebna była dobra odżywka, by były znów miękkie, bo niestety lekko je przesuszał. A czy ograniczył przetłuszczanie? Niestety nie... Włosy tak jak się przetłuszczały, tak dalej się przetłuszczają. Zdaję sobie sprawę, że u niektórych działa on bardzo dobrze. Jednak u mnie kompletnie się nie sprawdził. Nie sięgnę po niego ponownie, niestety...
Dostępność/Cena:
Drogerie, Markety (np. Kaufland) / ok. 7zł

Podsumowując, szampon szału u mnie nie zrobił, choć wiem, że ma też swoje zwolenniczki. Musicie wypróbować na sobie, tym bardziej, że cena jest niska jak za taką ilość. A Wy miałyście ten szampon? A może polecacie coś ciekawszego? :)

Corine de Farme. Bo dobry demakijaż to porządny demakijaż...

8 maja 2015

Hej :* W końcu weekend, a ja mam trochę więcej czasu :) Pomyślałam, że w końcu wypadało by dodać jakąś recenzję. Drugi rozdział licencjatu oddany, prezentacje porobione i pozaliczane. Teraz pozostała mi tylko jedna praca na zaliczenie do zrobienia i oczywiście dwa ostatnie rozdziały licencjatu. Powiem Wam, że mocno wkręciłam się w temat pracy. Zaciekawiło mnie mocno to, czym postanowiłam się zająć, a poza tym docieram do coraz to nowych faktów i informacji. Dzięki temu też wiem, że idę w dobrym kierunku. No, ale nie o tym miało być, a o całkiem ciekawym i wartym uwagi płynie micelarnym. Co prawda wykończyłam go już dawno, ale recenzji się nie doczekał. Właściwie nie wiem dlaczego, ponieważ był to całkiem przyjemny kosmetyk. Pora więc to nadrobić i zaprosić Was do lektury ;)

Płyn micelarny dla skóry suchej i wrażliwej 500 ml
Płyn micelarny do demakijażu twarzy zawiera micele - cząsteczki, które skutecznie usuwają makijaż i idealnie oczyszczają twarz, oczy i usta. Dzięki łagodnej formule i ekstraktowi z kwiatu piwonii płyn posiada właściwości tonizujące i zapewniające przyjemne uczucie świeżości. Nawilża suchą i wrażliwą skórę.
Efekt po zastosowaniu: Twoja skóra jest miękka, świeża i nawilżona bez uczucia ściągnięcia.
Twórcy wyjątkowego konceptu homéo-beauté ® végétale, badacze z laboratoriów Corine de Farme stworzyli kosmetyczne formuły dobierając precyzyjne dawki z oczyszczonych ekstraktów kwiatów i roślin, w celu zapewnienia skórze zdrowego i promiennego wyglądu.
- 97% naturalnych składników
- Bez parabenów i barwników
- Hypoalergiczny
- Testowany dermatologicznie i okulistycznie
Zaprojektowano i wyprodukowano we Francji.
Dla większego poszanowania środowiska naturalnego, Corine de Farme zaprojektował butelkę nadającą się do recyklingu.   Źródło
Standardowo zacznę od samego opakowania. Jest to sporej wielkości (500ml!) butelka. Jest również oczywiście przezroczysta, dzięki czemu możemy kontrolować ile płynu nam jeszcze zostało. Zawsze ceniłam sobie tego typu rozwiązania, z tego względu, że nie czeka mnie niespodzianka w postaci nagłego braku kosmetyku, który de facto jest ważny. Naklejka nie odkleiła się ani nie pościerała ani trochę. Pompka też się nie zacinała, aczkolwiek miała tendencję do "wypluwania" płynu w dość sporą odległość, tak więc lepiej mieć wacik tuż przy otworze, by nie oblać wszystkiego naokoło i siebie oczywiście. Poza tym nie mogę się do niczego doczepić. Nawet design mi się podobał, minimalistyczny ale przyciągający wzrok.
Ale nie chodzi nam tutaj o opakowanie (które też jest oczywiście ważne, ale nie najważniejsze) a o działanie. Płyn jest przezroczysty i pachnie dość specyficznie, ale według mnie ładnie. Tak lekko kwiatowo. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu, radził sobie niemal ze wszystkim. Sprawdzał się bardzo dobrze w każdej sytuacji. Nie miałam się do czego doczepić. Dodatkowo mnie nie zapchał, nie uczulił ani nie podrażnił. Aaa, trzeba też wspomnieć, że jest bardzo wydajny. Choćbym chciała, nie mam się kompletnie do czego doczepić. Jedynie może do dostępności, bo nie mam bladego pojęcia, gdzie można kupił te produkty. Ja swój otrzymałam na spotkaniu blogerek i z chęcią bym się zaopatrzyła w kolejną butlę.
Dostępność/Cena:
Nigdzie nie mogłam znaleźć informacji na ten temat. Jedynie dowiedziałam się, że 200ml kosztuje 8,99zł...

Miałyście ten płyn? Jakie są Wasze odczucia? A może wiecie gdzie go dorwać? :)