.

Siemię Lniane Oleofarm - kuracja 3-miesięczna czas start!

15 marca 2017

Hej hej :* Dzisiaj wpadam do Was z postem stricte informującym. Od jakiegoś czasu popijam sobie siemię lniane. Nie było to jakoś regularnie, ponieważ zdarzało mi się zapomnieć, a tu potem chwila przerwy i tak wiecie sami... Natomiast z dniem dzisiejszym zaczynam pić siemię lniane regularnie. O siemieniu było głośno już bardzo dawno. Ma dawać znakomite efekty, jeśli stosuje się je oczywiście regularnie. Olej lniany na włosach u mnie sprawdza się dobrze, więc liczę też na nasiona lnu. Gdy cała akcja nieco przycichła, postanowiłam i ja się do niej włączyć. Zawsze tak mam, że jak coś przeminie, to mi dopiero się zachciewa :D Ale dokładniej co i jak, o tym w dalszej części ;)
Na początek może kilka słów od producenta na temat samego siemienia:
Len mielony uzyskany w procesie odtłuszczania jest doskonałym składnikiem codziennej zbilansowanej diety. Nasiona lnu zwyczajnego wykazują korzystny wpływ na funkcjonowanie układu trawiennego, wspierają prawidłową perystaltykę jelit, a także ułatwiają prawidłowe wypróżnianie. Ponadto nasiona lnu zwyczajnego nie zawierają glutenu.
Produkt charakteryzuje się wysoką zawartością białka, błonnika pokarmowego i tłuszczów nienasyconych oraz niską zawartością sodu i kwasów tłuszczowych nasyconych.
Utrzymanie prawidłowego stanu zdrowia wymaga zrównoważonego odżywiania i prowadzenia zdrowego trybu życia.
 Propozycja przygotowania: 1 łyżeczkę lnu mielonego złocistego zalać 3/4 szklanki gorącej wody. Odczekać kilka minut, często mieszając do uzyskania kleiku. Można spożywać do 2-3 razy dziennie z dodatkiem mleka, owoców, soków, jogurtów lub miodu. Len mielony jest również doskonałym dodatkiem do zup, pieczywa, sosów oraz płatków śniadaniowych.
Siemię lniane zamierzam pić codziennie, na czczo. Wieczorem zaparzam sobie napar w kubku, z jednej łyżeczki siemienia. Taką mieszankę dokładnie mieszam, przykrywam, by się spokojnie parzyła, po czym rano po wstaniu mogę śmiało wypić zimnego glutka :D Powiem Wam szczerze, że na początku ciężko mi było przełknąć taką mieszankę, jednak znalazłam na to sposób. Przed samym wypiciem, dokładnie mieszam zawiesinę, która staje się zwykłym napojem. Co prawda mielone nasiona są wyczuwalne, ale o wiele łatwiej jest to przełknąć w takiej postaci. I tak codziennie przez trzy miesiące, by zobaczyć czy to faktycznie działa.
A jakich efektów oczekuję? Przede wszystkim paznokcie. Te są moją zmorą od zawsze. Choruję na niedoczynność tarczycy, przez co moje włosy i paznokcie są mocno osłabione. Postaram się je wzmocnić od wewnątrz poprzez właśnie siemię. Chciała bym, żeby zaczęły rosnąć zdrowe i przede wszystkim, żeby przestały się łamać... Jeśli chodzi o skórę, tutaj nie oczekuję zbyt wiele. Siemię ma nieco ją wyciszyć i uspokoić. Na tym aż tak mi nie zależy, ponieważ odkąd stosuję tonik różany z Evree w duecie ze szczoteczką do mycia twarzy RDL, moja twarz jest ukojona i wyciszona. Tak więc tutaj nie chcę w zasadzie niczego. Włosy, fajnie gdyby stały się mocniejsze, zaczęły rosnąć w szalonym tempie i były zwyczajnie zdrowe. Fajnie by było również, by siemię podniosło moją odporność. Nie jest z nią źle, jednak co jakiś czas łapię przeziębienie (praca z klientem), więc miło by było ją podnieść.
Będę dawać Wam znać co miesiąc czy daję radę być systematyczna i czy zauważam jakieś efekty. Równomiernie do akcji, zamierzam wrzucać posty z miesięcznym stanem włosów i ich długością. Zdarzyło mi się sporo je obciąć jakiś czas temu, więc liczę na ich szybki odrost. Wiem ile mniej więcej rosną na miesiąc, więc będę miała porównanie. Tym samym włosowe posty wracają na bloga ;) No nic, słyszymy się za jakiś czas przy jakiejś recenzji, natomiast na post z podsumowaniem zapraszam za równiutki miesiąc ;)
Trzymajcie się ciepło :*