.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matujący. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matujący. Pokaż wszystkie posty

Matująco-antybakteryjna siarka do twarzy? :D

15 stycznia 2014

Hej Misie :*
Ufff... Wczoraj napisałam kolejne kolokwium. Nie było tak źle, jak się spodziewałam. Jeszcze czekają mnie dwa koła i dwa egzaminy. Zobaczymy jak to wszystko pójdzie. Trzymajcie bardzo mocno kciuki, bo się przydadzą :D Ale dziś w poście priorytetem jest dość już osławiony krem od Barwy. Gdy tylko go zobaczyłam na stronie sklepu, od razu mnie zaciekawił. Oczywiście standardowo już zwiedziłam internety by się czegoś więcej dowiedzieć i czy w ogóle działa zanim go wzięłam. Zbierał dość pochlebne opinie, więc myślę sobie, czemu nie? Zaryzykowałam. A czy faktycznie jest co chwalić i czy jest matujący i przy okazji antybakteryjny? Tego dowiecie się w dalszej części.
Krem dostajemy w pomarańczowo-niebieskim kartoniku. Bardzo kojarzy mi się z kosmetykami dla nastolatek. Ja rozumiem, że jest to krem antybakteryjny, a największy przedział wiekowy osób z takim problemem to właśnie wiek nastoletni. Jednak ma też być matujący, a tutaj potrzeby cery mogą być niezależne od wieku. W takim wypadku co do kartonika jestem na nie. Wiadomo, zawiera on mnóstwo niezbędnych informacji, jednak design mógłby być nieco inny. Jest to minus przy zakupie, jednak wiadomo-najczęściej kartonowe opakowania się wyrzuca. Ale jak to mówią, nie ocenia się książki po okładce... Otwierając kartonik, dostajemy szklany (?) słoiczek. W każdym razie jest dość ciężki i trwały. Napisy się nie ścierają a i sam słoiczek ratuje design całej reszty. Jest mocno pomarańczowy i rzucający się w oczy.
Po odkręceniu słoiczka naszym oczom ukazuje się sreberko zabezpieczające krem przed niechcianym macaniem. Choć jeśli ktoś chce to i tak go otworzy. (Raz spotkałam się z czymś takim przy kremie do ciała. Całe szczęście zorientowałam się jeszcze przed podejściem do kasy...) W każdym razie plus za coś takiego. Bo jeśli nasz krem był macany, wówczas sreberko będzie uszkodzone. A tego nie chcemy, tym bardziej że liczy się higiena. Krem ma konsystencję nieco puchową aczkolwiek zbitą. Wystarczy już niewielka ilość by pokryć nim twarz. Zapach ma jak Domestos... Czytałam, że dla niektórych pachnie grejpfrutami czy cytrusami, ale dla mnie niestety śmierdzi. Jednak nie jest to uciążliwe, gdyż zapach dość szybko się ulatnia. Mimo (albo aż) 50 ml ubytek z miesiąca na miesiąc jest widoczny, ale bardzo słabo. Krem jest bardzo, ale to bardzo wydajny. Myślę,że na minimum pół roku stosowania powinien nam wystarczyć. Ja używam go codziennie, ale nie na co dzień, a na noc. Niestety nie chce współgrać z moim obecnym podkładem a i zmatowienia aż tak bardzo nie potrzebuję (puder wystarcza).
Obietnice producenta są dość interesujące. Jednak skupię się na tym co faktycznie zauważyłam podczas stosowania. Przede wszystkim na początku, gdy używałam podkładu z Ingrid świetnie razem współgrały. Cera była zmatowiona i puder był już zbędny. Efekt utrzymywał się prawie cały dzień co jest dość dobrym wynikiem. Gdy szłam na uczelnię, nie musiałam się martwić tym, że będę się świecić. Jednak, gdy zaczęłam używać podkładu z Pierre Rene, cera zaczęła dość dziwnie reagować. Podkład zbierał się w większe 'kupki' na twarzy odsłaniając kawałki cery. Nie wyglądało to dobrze. Dlatego zmieniłam sposób aplikacji i zaczęłam używać go na noc. Efekty zauważałam dość szybko. Nowe wypryski goiły się znacznie szybciej niż kiedyś. W czasie gdy mam 'te dni' dość intensywnie mnie wysypuje. Zawsze było tak, że zanim to wszystko się zagoiło, cały proces następował od nowa bo znów przychodziły te dni. Jednak od czasu używania tego kremu, wszystko goi się szybciej i lepiej. Niestety nie zauważyłam zmniejszenia porów, ale moich chyba już nic nie ruszy :D Trzeba jednak dość intensywnie nawilżać przy nim cerę, gdyż ze względu na siarkę może wysuszać. Tak więc krem matuje bardzo dobrze, do tego przyspiesza proces gojenia się wyprysków. Zdecydowanie, gdy go wykończę, kupię następne opakowanie :)
Skład:
Aqua, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea, Olive Oil Unsaponifiables, Magnesium Aluminum Silicate, Dicaprylyl Carbonate, Butyrospermum Parkii, Zinc Oxide, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Allantoin, Sulfur, PEG-30 Castor Oil Vaccinium Myrtillus, Saccharum Officinarum, Citrus Aurantium Dulcis, Citrus Medica Limonum, Acer Saccharinum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Imidazolidinyl Urea, Parfum, Citral, d-Limonene, Linalool (wizaz.pl)
 
Dostępność/Cena:
Klik /18,08 zł

Miałyście ten krem? Jak u Was się spisał? :)

Najtańszy, najbardziej wydajny, najlepszy jak do tej pory puder matujący :)

22 lipca 2013

Hej Dziubki ;]
Pewnie zaciekawił Was tytuł, co? :D Ale zanim o tym małym cudzie opowiem parę słów, jak zwykle pozrzędzę Wam co u mnie słychać ^^ Wakacje pełną parą. W końcu też temperatura zrobiła się typowo letnia. Ciepełko, słońce praży, a ja się nie mogę opalać... Bladziochy wiedzą, o czym mówię. Zamiast się opalić, od razu dostaję czerwonych plam (czyt. poparzenie)... Pozostaje mi jedynie solarium albo samoopalacz... Jedno i drugie to zuuoo :D Ale w końcu trzeba jakoś wyglądać, a nie straszyć ludzi bielą moich nóg :D No dobra, przechodzę już do sedna notki, czyli o cudeńku, które odkryłam już jakiś czas temu. Przed napisaniem tej notki, chciałam go dogłębnie sprawdzić. Bałam się, czy mnie czasem nie zapcha, czy nie zrobi krzywdy. A, że już od dawna go używam, czas najwyższy na napisanie recenzji.
 
Tym cudem jest najzwyklejsza skrobia ziemniaczana :) Jakiś czas temu szperając po blogach, natknęłam się właśnie na recenzję skrobi. Pomyślałam sobie wtedy, jak to, skrobia jako puder? Przecież to cholerstwo jest białe, jakieś takie dziwne, i przede wszystkim do kuchni, a nie na twarz... Przecież może zapchać, zrobić krzywdę, może spowodować wysypkę, itp... Poszperałam więc więcej na ten temat. Dziewczyny sobie bardzo ją chwaliły. Znalazłam w mojej kuchni już trochę sfatygowaną skrobię, którą używa moja mama. Przesypałam sobie część do pojemniczka i zaczęłam używać... Pierwsze próby kończyły się zbieloną twarzą, sztucznym efektem... Myślę sobie, to chyba nie ma racji bytu, zmyłam z twarzy i wróciłam do swojego poczciwego pudru od Sensique. Ale przestał mnie zadowalać... Na lato zupełnie się nie sprawdzał, bardzo szybko zaczynałam się świecić jak nie powiem co... Wtedy przypomniało mi się o skrobi...
Kolejne próby wychodziły mi coraz lepiej. Używałam go po prostu zdecydowanie mniej, uważałam by nie uzyskać efektu białej maski. I wtedy przepadłam... Skrobia matuje znakomicie. Moja mieszana cera pokochała się z nim :D Moim odwiecznym problemem był świecący się nos, czoło i broda. Szczególnie w upalne dni czułam się z tym strasznie źle. Od momentu używania skrobi, problem zniknął. Buźka jest matowa bardzo długo. Jak rano robię makijaż, tak dopiero po ok. 8-9 godzinach zaczynam się lekko świecić. Wtedy wystarczy przyłożyć suchą chusteczkę i zebrać całe sebum. Znów przypudrować nosek i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wbrew pozorom, nie zapchała mnie, nie uczuliła, nie przesuszyła. Taki 'puder' jest baaardzo wydajny i bardzo tani. Nie robi krzywdy. Ja mam cerę bardzo problematyczną i wrażliwą. Skoro mi nie robi krzywdy, mogę go polecić z czystym sumieniem, gdyż moja cera jest strasznie kapryśna. Uwielbiam taki puder :D

Próbowałyście? Jak u Was się sprawdziła? A może polecacie jakiś inny ciekawy puder? :)