.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do ciała. Pokaż wszystkie posty

Akademia Zmysłów L'occitane - Masło Shea.

21 października 2014

Hej :* Dziś przychodzę do Was z postem w którym mowa będzie aż o trzech kosmetykach. Już wszystko wyjaśniam. Miesiąc temu dołączyłam do Akademii Zmysłów L'occitane. Część z Was zapewne wie już o co w tym chodzi. Co miesiąc otrzymuję paczkę-niespodziankę z przewodnim składnikiem kosmetyków. W tym miesiącu jest to masło shea. Firma L'occitane od zawsze dobrze mi się jakoś kojarzyła, ale ze względu na dość spore ceny mogłam sobie tylko powzdychać do tych wszystkich dobroci... A tutaj taka okazja wypróbowania ;) Swój pierwszy box otrzymałam pod koniec września. Jako, że kolejny już jest w drodze, pomyślałam, że to czas na recenzję smakołyków z poprzedniej paczki. Pudełko na październik trafiło w mój gust prawie idealnie. Krem do rąk, balsam do ust i masło do ciała. Krem i balsam miałam w zamiarze kupić (ze względu na jesienną porę) a masło do ciała już niekoniecznie (mazideł u mnie dość, a ciężko mi idzie ich zużywanie..). Jednak wszystkie kosmetyki poszły w ruch. Ciekawi jesteście jak wypadły w moich oczach?
Odkryj zmysłową kolekcję o subtelnym zapachu linii Masło Shea L’OCCITANE. Dzięki wyjątkowo wysokiej zawartości masła shea krem jest równie bogaty i głęboko nawilżający, jak najsłynniejsze bestsellery L’OCCITANE, a jednocześnie jego puszysta i lekka jak bita śmietanka konsystencja zapewnia błyskawiczne wchłanianie. Trudno o przyjemniejszy sposób na nawilżenie skóry.
Zacznę od kremu do ciała, który początkowo wydał mi się zbędny i myślałam, że odłożę go na bok. Ale już samo opakowanie przykuło mocniej moją uwagę. Metalowe, srebrne z niebieskim akcentem. Cała seria mocno wpada w moje upodobania. Po odkręceniu ukazuje nam się zabezpieczenie w postaci sreberka. Jak już przedrzemy się przez nie, dostaniemy bardzo puszysty kremik. Wygląda on jak bita śmietana zamknięta w metalowej puszce. Konsystencja po rozsmarowaniu staje się lekka i dobrze się wchłania. Jeśli chodzi o nawilżenie, to u mnie ciężko o systematyczność, więc krem zużyłam do... stóp. O ile moja cera jest mieszana w kierunku tłustej, o tyle reszta ciała jest normalna. Dlatego nie potrzebuję mazideł do tych partii. Ale w okresie jesienno zimowym moje stopy potrzebują sporego nawilżenia. I tutaj masło sprawdziło się świetnie. Szybko się wchłania, nie pozostawia filmu i bardzo przyjemnie nawilża. Używam je zawsze na noc, po czym zakładam ciepłe skarpetki. Rano moje stopy są nawilżone i delikatne.  102zł/125 ml
Kolejny jest krem do rąk. Na początku ucieszyłam się z faktu, ze jest to opakowanie tylko 30ml. Jeśli tylko mogę, to staram się kupować miniaturki kremów do rąk ze względu iż bardzo szybko nudzi mi się zapach. Tutaj dostajemy też podobną szatę graficzną do kremu. Całość wygląda bardzo profesjonalnie i nie ukrywam, że ładnie. Zwraca na siebie uwagę zdecydowanie. Krem jest równie puszysty jak krem do ciała. Wystarczy niewielka ilość by posmarować dłonie. Również bardzo dobrze nawilża i przyjemnie pachnie. Coś jak standardowy krem Nivea. Dość szybko się wchłania pozostawiając nam gładkie dłonie. Jest to najlepszy krem, jaki do tej pory miałam. Nie muszę już tak często smarować dłoni, bo krem zapewnia nawilżenie na dość długo. Jednak minusem jest zdecydowanie cena, która moim zdaniem jest nieco zawyżona w stosunku do wydajności... 29,90zł/30ml
Ostatnim z kosmetyków jest limonkowy balsam do ust. O ile poprzednie dwa kosmetyki mi przypadły, o tyle tutaj jest nieco gorzej. Ale od początku. Balsam dostajemy w standardowej tubce z dziubkiem. Fajne, higieniczne rozwiązanie. Napisy się nie ścierają, nakrętka nie wyrabia. Zapach jest limonkowy, ale lekko chemiczny. Smak jest jakiś dziwny, nieprzyjemny. Na moich ustach balsam po rozsmarowaniu oddziela się nieestetyczną linią na środku warg. Nie mam pojęcia z czego to wynika, jednak jak posmaruję, chwilę odczekam i potem zbiorę go chusteczką, to usta są lekko nawilżone, ale nie jakoś spektakularnie. Na mało wymagających ustach może się sprawdzić, jednak na tych bardziej, niestety nie. 32zł/12ml

Pudełeczko okazało się całkiem przyjemne. Cieszy mnie fakt, że mogę poznać bliżej firmę oraz kosmetyki, na które sama bym sobie raczej nie pozwoliła :) Więcej kosmetyków oraz informacji znajdziecie na stronie L'Occitane. A Wam jak się widzi to pudełeczko?

Farmona Sweet Secret-Waniliowy krem do ciała / Moje prywatne buty Emu ;D

28 października 2012

Hej Robaczki :)
Co tam słychać u Was ciekawego? :) U mnie za oknem szaro i ponuro. A jeszcze pół godziny temu świeciło słoneczko. Myślałam,ze uda mi się wskoczyć w moje nowe butki, ale zbiera się na deszcz. Ech. Jak Wam się podoba nowy szablon? Wiem,że co chwilę go zmieniam, ale ten wydaje mi się jakoś tak bardziej profesjonalny ;D Zagości raczej na dłużej (Mam nadzieję... ;D) Nie przedłużając, zapraszam Was na recenzję kremu do ciała Farmony ;]
*
 Opakowanie już samo w sobie przyciąga nasz wzrok. Kolorowe, bardzo ciekawe. Całkiem solidne. Podczas transportu nic złego się z nim nie stało. Napisy również się nie zdzierają.
Jest dobrze zabezpieczony i mamy pewność,że nikt go wcześniej nie "zmacał". Choć muszę przyznać,że był to chyba ostatni niezmacany egzemplarz :( Reszta opakowań była pootwierana (tzn. ta folia była naruszona). Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim. Całe szczęście dostałam nienaruszony krem.
 Konsystencja jest troszkę budyniowata. Jeśli wiecie co mam na myśli. W środku znajduje się mnóstwo ciemnych drobinek, przypominających skruszoną wanilię. Zapach również jest świetny. Po otwarciu kremu w domu poczułam przepiękny zapach budyniu waniliowego. Bardzo apetyczny. Zresztą z tego co wiem Farmona znana jest z cudownych zapachów. Jak najbardziej na plus :)
Krem troszkę długo schnie (przynajmniej na moim ciele). Użyłam go od razu po goleniu nóg, by sprawdzić czy cokolwiek da ;] I? O ile zawsze miałam mnótwo chrostek po goleniu, o tyle po użyciu kremu ta ilość była znacznie mniejsza. Nie wiem na ile to działanie kremu, a na ile pianki do golenia. W każdym razie jego minimalna zasługa na pewno jest ;]

Skład:
Skład: Aqua, Isopropyl Myristate, Butyrospermum Parkii, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin, Cyclomethicone, Parfum, Vanilla, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Cera Alba, Helianthus Annuus Seed Oil, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Tamarindus Indica Extract, Propylene Glycol, Acrylates/ C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Jojoba Esters, Iron Oxides, Sodium Hydroxide, BHA, CI 16255, CI 19140. 

 Dostępność/Cena:
Ja go dorwałam w Rossmannie. Więc tam należy go szukać. Zapłaciłam za niego całe 9,99 zł ;] Oczywiście przeceniony z ok 14 zł / 225 ml. Nie jest to duża cena za taki produkt.

Podsumowując:
Całkiem przyjemny krem w niskiej cenie. Nie robi nic specjalnego. Nie zauważyłam jakiegoś nadzwyczajnego nawilżenia, czy tego tupu działania. Może lekko nawilżać czy łagodzić podrażnienia po goleniu. Jednak krem nie zrobił mi też krzywdy. Jak najbardziej polecam ;)

*
Na koniec pochwalę się moim nowym zakupem ;]
Buty Emu ;] Dostałam je w Pepco za 24,99 zł ;] Chciałam wersję w panterkę, ale niestety nie było już mojego rozmiaru :(
*
Używałyście trego kremu? Jakie macie opinie na jego temat? A może polecacie inne produkty Farmony? :)