.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska do twarzy. Pokaż wszystkie posty

Zdzierak idealny? Peeling z pestek malin.

30 maja 2015

Hej ;* Dziś w przerwie między ogarnianiem zagadnień na egzamin postanowiłam do Was wpaść :) Powoli zaczyna mi się ten "gorący okres" gdzie od przyszłego tygodnia czekają mnie już pierwsze egzaminy i kolokwia. Widziałam, że niektóre z Was mają już część z głowy. Ja niestety dopiero zaczynam. A do tego w lipcu jeszcze obrona... Co prawda pracę już mam, ale pozostały mi jeszcze zmiany kosmetyczne i trochę dopisywania w pierwszym i ostatnim rozdziale. Ale to już najmniejszy problem. Najgorzej będzie to wszystko ogarnąć na obronie. No, ale nie o tym miało być, a ja jak zwykle się rozgadałam. Dziś przychodzę do Was z postem pielęgnacyjnym, choć myślę, że ciekawym. W moich zbiorach ma swoje miejsce peeling, od którego oczekiwałam wiele. W 100% naturalny, z samych pestek malin, brzmi cudownie. A czy w rzeczywistości też tak jest?
 
Kolor/ zapach- różowy/ bardzo delikatny. Charakterystyczny dla pestek malin.
Charakterystyka- dopuszczalne stężenie 100%. W zależności od sposobu zastosowania może być peelingiem lub maseczką. Wymaga dodania dowolnego wybranego składnika: jako peeling dla nadania konsystencji i poślizgu można dodać np.: olej, żel do ciała, śmietankę: jako maseczka: należy wymieszać z dowolnym nośnikiem naturalnym np.: wodą, olejem, twarożkiem, itp. w celu uzyskania gęstej papki. Pozostawia jedwabistą w dotyku skórę. Dostarcza skórze NNKT oraz witamin i minerałów, występuje kwas GLA. Pestki malin zawierają tzw. kwas elagowy, który wykazuje działanie p/wirusowe, p/bakteryjne, p/nowotworowe.
Wskazania/ cera- do każdego rodzaju cery. Jako peeling: do mechanicznego złuszczania martwego naskórka oraz pobudzenia mikro- krążenia skóry twarzy, szyi, dekoltu oraz całego ciała. Idealny zabieg przed nałożeniem maseczki lub opalaniem.  Jako maseczka: szczególnie polecany do pielęgnacji twarzy, szyi i dekoltu oraz przy atopowym zapaleniu skóry.
Działanie- jako peeling: pobudza mikro- krążenie skóry i wyrównuje jej koloryt. Wspomaga walkę z cellulitem. Stymuluje naturalne procesy regeneracyjne skóry. Złuszcza martwy naskórek, oczyszcza pory skóry, zapobiega powstawaniu zaskórników. Jako maseczka: odżywia, uelastycznia, regeneruje i nawilża skórę. Łagodzi podrażnienia i stany zapalne. Wspomaga walkę z trądzikiem.  Źródło
Peeling dostajemy zapakowany w kartonik, który dodatkowo jest zaklejony. Dzięki temu mamy pewność, że nikt wcześniej nie ruszał naszego egzemplarza. Po dostaniu się już do części właściwej, dostajemy całkiem fajny słoiczek, od góry opatrzony nakrętką ze wszystkimi potrzebnymi informacjami, natomiast od dołu przezroczysty. Dzięki temu widać ile produktu nam zostało. Dokręca się solidnie, więc nic nie powinno nam się wysypywać. Szata graficzna mi bardzo przypadła do gustu. Niby taka prosta, a zarazem ma coś w sobie.
Peeling jest bardzo drobno zmielony. Kojarzy mi się z piaskiem na plaży. Kolorystycznie jest różowo-czerwony, praktycznie jak pestki malin :) Co do zapachu nie mogę się z godzić z producentem. Nie jest delikatny, ale też nie nachalny. Osobiście nie podoba mi się, choć ciężko mi go przyrównać do czegokolwiek. Jak dla mnie to lekki śmierdziuszek. Ze względu na dość mocne zmielenie, miałam pewne obawy co do jego właściwości zdzierających. Ale nic bardziej mylnego! Peeling należy do bardzo mocnych zdzieraków. Dlatego też nie mogę się zgodzić z producentem, że nada się do każdego typu cery. Wrażliwcom i naczynkowcom zdecydowanie odradzam. Ja początkowo chciałam używać go do skóry głowy. Działał fajnie, choć miałam ogromne problemy z jego całkowitym wypłukaniem. Dlatego z tej opcji zrezygnowałam. Próbowałam też do twarzy. Świetnie zdziera to co niepotrzebne, choć ze względu na mój typ skóry, muszę uważać żeby nie przesadzić. Natomiast do skóry reszty ciała również sprawdza się świetnie. Zdzierak z niego bardzo, ale to bardzo mocny. Jeśli ktoś lubi tego typu peelingi, jak najbardziej polecam. Wydajność w przypadku całego ciała nieco kuleje, ale jego działanie wynagradza to całkowicie. Nie skupiłam się na innych właściwościach, bo dla mnie peeling ma dobrze peelingować i tyle. A w tej kwesti jest naprawdę dobry.

Dostępność/Cena:
Klik / 14,76 (100g)

Myślę, że warto go wypróbować. Jest to naprawdę dobry zdzierak w przystępnej cenie. A Wy, miałyście do czynienia z jakimś równie dobrym, albo nieco delikatniejszym peelingiem? Piszcie ;)

Maseczka, z którą się nie polubiłam...

9 lutego 2014

Hej Kochani :)
Jak tam u Was weekend? Ja ciągle odpoczywam i dopieszczam bloga :) Staram się tu pojawiać tak często jak tylko mogę. Musicie jednak też zrozumieć, że spędzam też mnóstwo czasu z moim N. Korzystam z wolnego jak tylko się da :) Potem zacznie się nowy semestr i znów nauka. A po pięknie zdanej sesji należy mi się też odrobina odpoczynku.
Dziś wpadam do Was z jak na razie ostatnią recenzją w kategorii pielęgnacja. Dziś na tapetę leci maseczka od Mariona, którą dostałam już spory czas temu. Najwyższa pora więc coś nieco na jej temat napisać. Ale nie martwcie się, wracam z kolorówką w następnej notce. Jeszcze się zastanawiam co konkretnie, ale na 100% kolorówka. Widzę, że posty pielęgnacyjne nie przypadają Wam do gustu. Jednak część jest obowiązkowym punktem programu. Sama wolę czytać posty wolne od tego, ale jak mus to mus jak to mówią :) Ale, ale... Zapraszam do czytania :)

Na początku maskę miała testować mama. Uznałam, że będzie dla niej bardziej przydatna. Jednak leżała i leżała, a czas gonił. Postanowiłam więc użyć ją ja. Ale od początku... Opakowanie jak widzicie na zdjęciach. Zwykły kartonik z mnóstwem informacji. W środku znajdziemy woreczek (?) z przezroczystą, lekko żelową cieczą w środku. Myślę sobie, gdzie jest ta maseczka, bo ja widzę tylko i wyłącznie wodniste coś. Ale otworzyłam i... Jest i ona. Przezroczysta maseczka. Oczywiście wcześniej należało wylać dość sporą część tej cieczy by dostać się do głównej bohaterki. Niemniej jednak udało mi się ją wyjąć. Maska okazała się mokra i zimna. Zanim jednak ją rozłożyłam, minęło trochę czasu. Powiem Wam, że zaczęłam się już nieco denerwować, bo nie mogłam sobie poradzić. Zdecydowanie wolę takie maseczki, które wyciska się z saszetek. Tutaj tego nie uraczyłam, ale tym bardziej byłam ciekawa. Do tej pory używałam tylko takich, a tu mała niespodzianka
Ale okej, udało mi się ją rozłożyć po długiej walce. Uciekała mi skubana z rąk, wyślizgiwała się. Pierwsza próba nałożenia jej na twarz skończyła się niepowodzeniem. Ciężko było mi ją rozłożyć na buźce. Za drugim razem to samo. Za trzecim gdy już traciłam cierpliwość, zaczęła się w końcu przyklejać do twarzy,ale znowu coś nie tak. Albo mam niewymiarową twarz, albo maska była nie tak wycięta. Nie mogłam za żadne skarby jej dopasować. Niestety skończyło się tak, że część płynu zaczęła mi spływać do oczu, część do ust a reszta do nosa... Nie dość, że w pewnym momencie nie chciała się trzymać, to dodatkowo czułam straszny dyskomfort. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym ją trzymać nawet te 15 minut. Od razu ją zdjęłam i wylądowała w koszu... Niestety produkt się u mnie nie sprawdził. Ja naprawdę próbowałam, ale nie dałam rady... Jeśli mam mieć maseczkę na twarzy, to musi być ona praktycznie niewyczuwalna. A tutaj była aż nadto uciążliwa. Nie polubiłyśmy się. Szkoda, bo liczyłam na więcej.
Dostępność/Cena:
Klik/6,50

Miałyście? Polecacie jakieś inne maseczki z Mariona?

Algi na twarz! O maseczce algowej do twarzy od BingoSpa.

17 września 2013

Heeej :D
Jak tam? :) Przepraszam, że trochę zaniedbałam bloga, jednak chcę się nacieszyć czasem spędzonym z narzeczonym. Za dwa tygodnie zacznie się rok akademicki, a co za tym idzie będę musiała wyjechać do Zielonej Góry. Niestety mój N. zostaje i będziemy znów widywać się tylko na weekendy.. Ale nie ma co się zamartwiać na zapas, tylko cieszyć się czasem, który jeszcze mamy :) Stąd też moje mniejsze zainteresowanie blogiem. Nie zmienia to jednak faktu, że terminy mnie gonią i czas na dodawanie recenzji produktów BingoSpa. Dziś wpadam z recenzją maseczki algowej. Jest to jeden z czterech produktów otrzymanych do zrecenzowania. Dwa poprzednie możecie znaleźć TU i TU. Nie zamęczając Was więcej moją gadaniną, zapraszam dalej.
Co nieco od producenta:
Nawilżanie jest jednym z podstawowych etapów każdej odmładzającej kuracji kosmetycznej. Woda jest najważniejszym składnikiem tkanek i jest szczególnie istotna dla zachowania dobrej kondycji skóry. Zdrowa skóra zawiera ok. 70% wody w najgłębszych warstwach skóry właściwej i 13% w powłoce zewnętrznej warstwy rogowej. Maseczka algowa do twarzy BingoSpa zawiera kompleks algowy z pięciu najefektywniejszych alg i kolagen.

Algi morskie zawierają proteiny, polisacharydy, polifenole, lipidy, witaminy oraz mikro i makroelementy. Zawierają także chlorofil, chinony, fitosterole i poliaminy. Ze względu na zawartość witamin z grupy B, które biorą udział w metabolizmie tłuszczy i białek, algi wykazują zdolność odnowy naskórka. Zawarte w nich witaminy E i C oraz ß-karoten wykazują działanie antyrodnikowe, wzmacniają ściany naczyń, aktywizują procesy zachodzące w skórze, poprawiają jej koloryt. Algi są także cennym źródłem białek, zawierających takie aminokwasy, jak alanina, aspargina, glicyna, lizyna, seryna. Związki te występują w naturalnym czynniku nawilżającym, będącym składnikiem warstwy rogowej i nadającym skórze odpowiednie nawilżenie.

Maseczka BingoSpa stworzona została z ekstraktu alg  Ascophyllum, Spirulina, Nori, Laminaria i Morszczyn.
Dzięki bogactwu odżywczych i kondycjonujących składników zawartych w algach morskich skóra jest zregenerowana, dotleniona i nawilżona, równomiernie zostają wygładzone zmarszczki. Cera nabiera promiennego wyglądu.
Opakowanie to standardowy Bingowski słoiczek, przezroczysty z czarną nakrętką. Nic nadzwyczajnego. Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego typu opakowania. Całość zrobiona jest z plastiku. Nie zmienia to jednak faktu, że słoiczek jest wytrzymały. Nakrętka odkręca się całkiem dobrze i nie sprawia problemów. Papierowa naklejka zawiera wszystkie potrzebne informacje. Właśnie... Papierowa naklejka... Zmora chyba wszystkich kupujących Bingo ;] Musimy na nią uważać, gdyż zmoczona może się odklejać. Jak zwykle u Bingo w kwestii technicznej tylko ta nalepka dostaje minus. Reszta w porządku.
Konsystencja jest nieco galaretowata. Mamy wrażenie, jakbyśmy nakładali galaretkę na twarz :) Ale bez obaw, nie spływa z twarzy. Lekko zastyga, co uniemożliwia jej przemieszczanie się na twarzy. Możemy spokojnie wykonywać inne czynności podczas oczekiwania na zmycie maseczki. Zapach jest nieco owocowy, aczkolwiek wyczuwam w nim coś jeszcze. Za nic nie mogę sobie przypomnieć tego zapachu. W każdym razie czuć też jakieś owoce. Po nałożeniu maseczki czuć lekkie chłodzenie. Nie wszystkim może to pasować. Na cieplejsze dni może to być fajne ochłodzenie dla twarzy. Co do samego działania, jest ono całkiem fajne. Maseczka fajnie oczyszcza twarz. Czuć lekkie ściągnięcie skóry, ale również to charakterystyczne 'skrzypienie'. A czy nawilża? Może trochę. Jednak zdecydowanie lepiej oczyszcza niż nawilża. Wydajność też zaliczam na plus, gdyż wystarczy niewielka ilość do pokrycia całej buźki.
Ze swojej strony mogę polecić tą maseczkę.
 Dostępność/Cena:
 Klik / 10 zł

Miałyście? A może polecacie inne ciekawe maseczki?