.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stara mydlarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stara mydlarnia. Pokaż wszystkie posty

Tonik Kwiat Pomarańczy ze Starej Mydlarni.

21 września 2015

Hej ;* Łaaa, ile mnie tu nie było... Czas zdecydowanie za szybko mi ucieka. Nie mam czasu na nic kompletnie. Zaległości też mam sporo, ale postaram się to jakoś nadrobić w miarę szybko. Dziś chciałam Wam napisać kilka słów o mgiełce a w zasadzie toniku kwiat pomarańczy ze Starej Mydlarni. Używam go niemal codziennie od dłuższego czasu i myślę, że mogę już o nim napisać parę słów. Początkowo planowałam go używać jako mgiełkę, szczególnie w letnie upały. W tej roli jednak się nie spisał, tak więc spróbowałam go używać jako tonik. I jak spróbowałam, tak zostało do dzisiaj. Ciekawi jesteście czy się sprawdził? O tym w dalszej części ;)
Wodna mgiełka do twarzy i ciała - Kwiat pomarańczy  - orzeźwiający tonik otrzymywany w wyniku destylacji świeżych kwiatów pomarańczy bogatych w aktywne olejki aromatyczne wysokiej jakości.
Posiada właściwości odświeżające, nawilżające i tonizujące. Obecny w nim beta-karoten normalizuje keratynizację naskórka. W czasie upałów odświeża skórę na cały dzień. Przeznaczony do każdego typu skóry, szczególnie do cery wrażliwej, pozbawionej blasku, a także tłustej i mieszanej, którą łagodnie rozjaśnia i tonizuje, niwelując przebarwienia.
Tonik pomarańczowy to kosmetyk na cały rok – latem odświeża i chłodzi, a zimą nawilża przesuszony naskórek i poprawia nastrój. Musisz go mieć!
Przeznaczenie: cera pozbawiona blasku, tłusta i mieszana
Pojemność 125 ml   Źródło
Tonik zamknięty jest w przezroczystej butelce z atomizerem. Wyjściowo ma to być wodna mgiełka, stąd też takie rozwiązanie. Atomizer zaciął mi się jeden jedyny raz przez cały okres używania. I to właściwie tylko chwilowo, bo ponaciskałam go kilka razy i znów zaczął działać. Na opakowaniu znajduje się również nalepka z wszystkimi potrzebnymi informacjami. Szata graficzna jest typowa dla Starej Mydlarni, czyli prosta aczkolwiek ładna. Coś w sobie takiego ma co przyciąga wzrok. Podczas używania też delikatnie pękła mi plastikowa zatyczka od atomizera i muszę uważać żeby nie złapać za górę jak wyciągam tonik z szafy, bo inaczej potrafi mi wypaść z ręki. Jednak mimo tego, że kilka razy mi wypadł, nic się złego nie stało.
Zapach jest tym, co mnie najbardziej w tym wszystkim rozczarowało. Nie czuć ani pomarańczy, ani nic podobnego. Nie jestem w stanie go określić, ale nie przypadł mi do gustu. Najważniejsze jest jednak oczywiście działanie, a tutaj jest w zasadzie różnie. Nie wiem od czego to zależy. Raz moja cera reaguje na niego wręcz idealnie, a raz nie widzę w zasadzie nic. Początkowo jednak używałam go jako mgiełki. Na upalne dni się nie nadawał, bo bardzo szybko wysychał. Nie dawał uczucia odświeżenia czy czegokolwiek. Postanowiłam więc użyć go na twarz. Fajnie nawilżał moją wysuszoną od słońca cerę. Miałam też wrażenie, że delikatnie ją uspokajał, koił i łagodził zaczerwienienia. Przez jakiś czas to się utrzymywało. Z czasem jednak coś zaczęło się miedzy nami psuć, bo nawilżenie już nie było takie dobre. Zaczerwienienia co prawda są delikatnie złagodzone, ale nawilżenie jest znikome. Może moja cera po prostu się do niego przyzwyczaiła, tego nie wiem. W każdym razie w początkowej fazie używania działał zadowalająco.

Dostępność/Cena:
Klik / 25 zł (150ml)

Miałyście go? A może polecacie jakąś ciekawą mgiełkę lub tonik? Piszcie! :*

Cukrowy peeling do ciała (skóry głowy?) Gurana&Guava ze Starej Mydlarni.

7 września 2015

Hej ;* No to by było chyba na tyle naszego pięknego i ciepłego lata... Od wczoraj u mnie panuje iście jesienna aura. Po części dobrze, że byłam akurat w pracy i nie musiałam wychodzić na tą chlapę, ale z drugiej strony wolała bym chyba spędzić taką pogodę pod ciepłym kocem wraz z ciepłą herbatką. Liście zaczynają opadać z drzew, robi się coraz zimniej a i ja jestem coraz bardziej przygnębiona. Nie lubię jesieni i zimy, zdecydowanie. Jedyne co mi poprawiło dzisiaj humor to wizyta kuriera z rana. Przyszły do mnie nowe buty w sam raz na obecną przejściową pogodę. Ale nie o tym miało być, a o peelingu, który od dłuższego czasu używam dość często. Na ostatnim spotkaniu blogerek nasza kochana Pani Trycholog Kamila zbadała nam skórę głowy. Dowiedziałam się, że żeby ograniczyć przetłuszczanie się mojej skóry powinnam robić systematycznie peeling. I wtedy rozpoczęłam poszukiwania peelingu, ale żaden nie wydawał mi się na tyle interesujący by po niego sięgnąć. W końcu zaczęłam poszukiwania wśród peelingów do ciała, bo takowe też mogą się świetnie nadać. Nieco poczytałam i postanowiłam wypróbować bohatera dzisiejszego postu. Ciekawi czy się sprawdził? Zapraszam więc do lektury ;)
Guarana&Guava - peeling cukrowy
Cukrowy peeling do ciała oparty głównie na naturalnych składnikach, zawiera: olej sojowy, pochodną oleju palmowego, ekstrakt z guarany, olej awokado, olej jojoba, witaminę C oraz witaminę E.
ZALETY PRODUKTU
• Olej jojoba zapobiega utracie wody przez skórę, dzięki czemu wygładza, wzmacnia i mocno nawilża, opóźniając powstawanie zmarszczek i zapobiegając rozstępom. Dzięki ekstraktowi z aloesu stymuluje komórki do szybszej regeneracji i łagodzi podrażnienia. Olej awokado odżywia skórę suchą, popękaną i uszkodzoną. Witamina C rozjaśnia plamy i przebarwienia, spowalnia proces starzenia się skóry poprzez stymulację syntezy kolagenu.
Delikatne kryształki cukru pobudzają mikrokrążenie. Doskonały w walce z cellulitem i przesuszeniem.
• Produkt nie zawiera: PARABEN, PEG, PARAFFIN OILS, SILICONES.
Peeling zamknięty jest w plastikowym, aczkolwiek solidnym słoiku. Nalepka na nim zawiera wszystkie niezbędne informacje i całe szczęście nic się z nią nie dzieje złego. Po odkręceniu nakrętki naszym oczom ukazuje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci sreberka. Ogromny plus za ten dodatek. Poza tym myślę, że nie ma się co więcej rozwodzić na ten temat. Opakowanie jest solidne, przyjemne dla oka i odpowiednio zabezpieczone.
Zarówno zapach jak i kolor są dość specyficzne. Kolor przypomina mi bardzo mocno Shreka natomiast zapach jest mi dość trudno określić,. Wyczuwam w nim lekką nutę ogórkową, ale nie jest ona jakaś przytłaczająca. Zapach jest znośny, choć nie przypadł mi szczególnie do gustu. Peeling posiada średniej wielkości drobinki cukru zatopione w musie olejowym. Całość stwarza całkiem pozytywne wrażenie dobrego zdzieraka. I taki też jest. Ja do ciała go nie zużywam, ponieważ moja skóra nie potrzebuje takiego peelingowania. Natomiast od początku planowałam go używać jako peeling skóry głowy. Tutaj sprawdza się świetnie. Dobrze zdziera martwy naskórek przy okazji odblokowując cebulki włosów i oczyszczając skórę. Po takim zabiegu czuję się odprężona i dosłownie czuję jak moja skóra głowy oddycha. Jest to świetny peeling do tego typu zabiegu. Jedynym minusem może być ta warstwa olejowa, która po czasie może się wytrącać. Wówczas należy wymieszać całość ze sobą i wszystko gra. Ta warstwa jednak wymaga zmycia dobrym szamponem oczyszczającym. Inaczej możemy mieć wrażenie oklapniętych włosów. Jeśli jednak zadbamy o to, by dokładnie wszystko doczyścić, skóra i włosy nam się odwdzięczą. Ja zauważyłam przede wszystkim mniejsze oklapnięcie włosów (są tak fajnie odbite od nasady) i przede wszystkim minimalne (aczkolwiek powoli już widoczne) mniejsze przetłuszczanie się skóry głowy co dla mnie jest ogromnym plusem. Szczerze Wam polecam ze względu na wydajność i działanie. Ja po jego wykończeniu na 100% skuszę się na inną wersję zapachową ;)
Dostępność/Cena:
Klik, Drogerie Natura / 39zł (300ml)

Miałyście ten peeling? A może inny i polecacie? Piszcie! ;)

Krem do twarzy z Witaminą C. Eco receptura Starej Mydlarni.

6 czerwca 2015

Hej :* Dziś wpadam do Was z recenzją kremu do twarzy ze stajni Starej Mydlarni. Firmę lubię, ze względu na dobrej jakości niedrogie produkty. Tym razem skusiłam się na odżywkę z witaminą C, o której mogliście przeczytać Tutaj. Okazała się ona moim wielkim hitem i zapewne jak ją wykończę, wrócę kiedyś do niej. Na takie same efekty wow liczyłam w przypadku kremu, o którym dzisiaj chciałam Wam napisać. Co prawda jest on przeciwzmarszczkowy, ale również nawilżający. Ostatnio moja cera wołała o pomstę i mocno się przesuszała. Mimo mojej mieszanej/tłustej cery nawilżenie również jest wskazane, a tym bardziej w ostatnim czasie. Pokładałam wielkie nadzieje w tym kremie... A czy faktycznie okazał się tak dobry jak oczekiwałam? Po to zapraszam do laszej lektury ;)
 
Lekki i aksamitny krem przeciwzmarszczkowy, rozświetlający i nawilżający na bazie surowców naturalnych - masła shea, oleju z pestek winogron, soku z aloesu, ekstraktu z zielonej herbaty, alantoiny, wit. C oraz E. Optymalnie nawilża skórę, zabezpieczając przed utratą wody. Doskonale ujędrnia skórę, wygładza zmarszczki, neutralizuje wolne rodniki, opóźniając proces starzenia się skóry. Witamina C delikatnie rozjaśnia przebarwienia i rozświetla. Pojemność 50 ml
Składniki aktywne:
• WITAMINA C  • OLEJ Z PESTEK WINOGRON • XERADIN • MASŁO SHEA / karite • SOK Z ALOESU • EKSTRAKT Z ZIELONEJ HERBATY • GLICERYNA ROŚLINNA • WITAMINA E • WITAMINA B5 / d-panthenol • ALANTOINA     Źródło
Krem dostajemy zapakowany w buteleczkę z pompką. Takie rozwiązanie bardzo mi się podoba, ze względu na aspekty higieniczne. Nie musimy się babrać palcami w kremie, jednocześnie wpuszczając mnóstwo bakterii. Pompka nie zacięła mi się ani razu. Szata graficzna również przypadła mi do gustu. Delikatna, nienachalna, jak zresztą większość produktów SM. Nie zauważyłam by działo się z nim coś złego. Dodatkowo pompka zabezpieczona jest plastikową nakrętką. W kwestiach technicznych nie mam się do czego przyczepić.
Natomiast najważniejsze jest tutaj działanie. Krem jest biały, gęsty, pachnie nieco cytrynowo, podobnie do odżywki. Wydaje mi się, że cała seria z witaminą c tak pachnie. Przy nakładaniu go na twarz należy zwrócić szczególną uwagę, by nie nałożyć go zbyt dużo. Po kontakcie ze skórą staje się jakby lżejszy i naprawdę wystarczy niewielka ilość na pokrycie całej buźki. Co za tym idzie, wydajność mocno zyskuje. Wchłania się średnio, pozostawiając po sobie delikatne uczucie warstwy ochronnej. Lepiej używać go na noc, wówczas całość spokojnie się wchłonie. Pod makijaż może być gorzej. A co do jego nawilżenia, tutaj jest nieźle. Nawet bardzo. Moja sucha skóra bardzo odżyła, stała się dobrze nawilżona. Nawet po odstawieniu przej jakiś czas była w dobrej kondycji. Niestety... Już myślałam, że będzie z tego ogromna miłość, a tu klops. Krem mnie zapychał. Nie od razu oczywiście. Przy dłuższym używaniu zauważyłam coraz częstszy wysyp nieprzyjaciół. Powiązałam to początkowo z podkładem, jednak po odstawieniu kremu problem zniknął. Tak więc jak najbardziej polecam osobom, które nie mają tendencji do zapychania. Ja niestety musiałam go odstawić... :( Szkoda, wielka szkoda bo nawilżenie jest genialne...
Wrzucam dodatkowo skład, ponieważ na stronie Starej Mydlarni nie znajdziecie go w takiej postaci. Są tylko wypisane konkretne składniki aktywne i nic poza tym. Szczerze polecam, ale tylko gdy nie macie problemu z zapychaniem. Krem uważam za dobry, aczkolwiek nie dla każdego. A co do właściwości przeciwzmarszczkowych nie jestem w stanie się wypowiedzieć :P
Dostępność/Cena:
Klik / 39 zł (50ml)

Miałyście go? A może polecicie mi jakiś dobry nawilżający krem, który nie zapycha? :)
(P.s. Może mnie teraz przez jakiś czas nie być... W tym tygodniu mam dwa egzaminy, a potem jedziemy na weekend do Paryża. Postaram się w międzyczasie coś wrzucić, ale nie obiecuję. Możecie na bieżąco śledzić mnie na instagramie :))

Mój absolutny hit w pielęgnacji włosów. Odżywka do włosów suchych z witaminą C.

14 maja 2015

Hej ;* Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować mojego ostatniego ulubieńca w pielęgnacji włosów. Jakiś czas temu miałam okazję wypróbować kolejne kosmetyki ze Starej Mydlarni. Wybór po raz kolejny był mega trudny, jednak życie zadecydowało za mnie. Aktualnie kończyła mi się odżywka do włosów, a wiedząc, że Stara Mydlarnia ma dobre kosmetyki, postanowiłam zaryzykować. Opis mocno zachęcał, więc myślałam, czemu by nie? Przyszła, jest w użyciu już jakiś czas i mam o niej wyrobione zdecydowane zdanie. Jak już wyżej wspomniałam, stała się ona moim ulubieńcem. Ale czy udało jej się zdeklasować dotychczasowy hit z Garniera? O tym poczytacie dalej ;)
Na początek kilka słów od producenta:
Vitamin C - odżywka do włosów farbowanych z keratyną. Intensywna odżywka do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych chroniąca kolor włosów. Pomaga przywrócić naturalną równowagę skóry głowy. Dostarcza substancji nawilżających, wzmacniając strukturę włosa. Zapewnia im blask i witalność. Włosy są lekkie, lśniące, doskonale nawilżone i odżywione. Ułatwia rozczesywanie włosów kręconych i ze skłonnością do puszenia się.
ECO FORMULA: NO SLES, SLS, ALS, NO PARABENS, NO PEG-S, NO FORMALDEHYDE, NO VASELINE, NO PARAFFIN OILS, NO SILICONES, NO ETHANOLAMINES
Składniki aktywne:  
• WITAMINA C • OLEJ JOJOBA • KERATYNA • MASŁO SHEA • PROWITAMINA B5 • FILTR UV • PROTEINY JEDWABIU • PROTEINY PSZENICY • WITAMINA E • KOMPLEKS 12 ZIÓŁ • EKSTRAKT Z GOJI • GLICERYNA ROŚLINNA   Źródło
Sami widzicie, że opis zachęca. Ja wiem, że obietnice zazwyczaj są niestety puste. Jednak firmę już nieco poznałam i miałam pewność, że w tym wypadku, nie są to wyłącznie puste słowa, a coś więcej. Ale oczywiście zacznę od opakowania, które na szczęście jest przezroczyste. Widać dzięki temu ile odżywki nam ubyło. Nie będziemy mieli niespodzianki, gdy nagle się skończy. Otwór jest w formie "dzióbka", który jest nawet wygodny. Bałam się, że nie poradzi sobie z gęstą odżywką, a jednak dał radę. Szata graficzna jest prosta, aczkolwiek przyjemna dla oka. 
Zapach odżywki jest dość intensywny, ale nie utrzymuje się zbyt długo na włosach. Wyczuwam w nim nutę cytryny, ale takiej delikatnie gorzkawej. Jest dość realistyczny. Odżywka jest gęsta, dzięki czemu zyskuje też na wydajności. Z początku bałam się czy dam radę ją wydobywać gdy będzie jej już mniej, ale niesłusznie. Jeśli zostaje nam coraz mniej odżywki, wystarczy odwrócić ją do góry "nogami" i potrząsać w dół. Wówczas spokojnie spływa. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest oczywiście działanie. Tutaj po raz kolejny się nie zawiodłam. Odżywkę trzymam krótko na włosach, czasami zmywam dosłownie po kilkunastu sekundach od nałożenia. Mimo to niezależnie od czasu trzymania, działa tak samo. Genialnie nawilża włosy. Moje sucharki pokochały ją ponad wszystko. Efekt jest bardzo podobny jak po naolejowaniu. Włosy są sypkie, miękkie, delikatne, nawilżone i przede wszystkim wyglądają zdrowo. Zdecydowanie zdeklasowała moją dotychczas ulubioną odżywkę z Garniera. Nie zauważyłam również obciążenia włosów, choć używam ją od połowy ucha na długości, więc nie ma raczej prawa tego robić. Wam też to polecam ;)  Co do wydajności, to tutaj również jest nieźle. Cena jest oczywiście  (w porównaniu do odżywek drogeryjnych) dość spora. Chociaż z drugiej strony, za takie działanie można zapłacić ;) Uwielbiam ją i z chęcią zaopatrzę się kiedyś w kolejne opakowanie (oczywiście jak to zużyję, a trochę to potrwa... ;))
Na składach za bardzo się jeszcze nie znam, ale ta długość powiem Wam, że mnie przeraża... Ale, działa i nie robi krzywdy, więc nie będę marudzić ;P
Dostępność/Cena:
Klik / 31 zł (300ml)

Miałyście tą odżywkę? Polecacie może coś równie dobrego?

Pianka do mycia twarzy śliwka i figa - Eco receprtura Starej Mydlarni.

1 kwietnia 2015

Hej ;* Wczoraj na blogu zagościł wpis odrobinę męski, a dziś znów wracamy do kobiecego rytmu ;) Zauważyłam, że wpisy typu "Męskim okiem" niezbyt cieszą się Waszym uznaniem. Szkoda, bo myślałam, że będą równie przydatne. W każdym razie odpuszczę chyba sobie i zajmę się typowymi babskimi wpisami. Dziś jeden z nich. Chciałam Wam przedstawić piankę do mycia twarzy również ze Starej Mydlarni. Firma posiada swego rodzaju renomę, na którą oczywiście zasłużyła dobrymi produktami. Pianka to już kolejny produkt, który miałam okazję używać. Ciekawi jesteście, czy sprawdziła się równie dobrze, jak inne kosmetyki? Po to zapraszam do dalszej części.
PLUM FIG Delikatna oczyszczająca pianka do mycia na bazie składników pochodzenia naturalnego o zapachu dojrzałej śliwki i figi. Zawiera łagodne substancje myjące, glicerynę roślinną, ekstrakt z kwiatów słodkiej pomarańczy oraz witaminę E i B5. Innowacyjna formuła mydła w formie puszystej pianki sprawia, że skutecznie usuwa zanieczyszczenia i pielęgnuje skórę, pozostawiając ją dobrze nawilżoną. Ekstrakt z centelli azjatyckiej ma działanie regenerujące i przeciwbakteryjne. poj. 180 ml  Źródło
Pianka zamknięta jest w plastikowej butelce z pompką. Całe szczęście jest ona przezroczysta, dzięki czemu widać ile jeszcze produktu nam zostało. Nalepka się nie odkleja, nic się nie niszczy. Szata graficzna jest całkiem interesująca. Sama w sklepie na pewno zwróciła bym na nią uwagę. Pompka się nie zacina. Do dokładnego umycia twarzy wystarczy około półtora pompki. Pierwszy raz miałam do czynienia z pianką. Zawsze jakoś byłam oporna do tego typu produktów. Tutaj po pierwszych wrażeniach byłam podekscytowana i brnęłam w tą ciekawość dalej...
Pianka jest biała, delikatna, puszysta. Uwielbiam miziać się nią po twarzy. Zapach ma dość specyficzny, trochę nie mój. Gdzieś tam śliwkę i figę czuć, choć tak jak mówię, to nie mój zapach. Utrzymuje się jeszcze chwilę po aplikacji, ale dość szybko wyparowuje. Pod wpływem mokrej skóry twarzy, pianka delikatnie się rozpływa, ale nie umniejsza to jej właściwościom. Pianka świetnie domywa resztki makijażu i usuwa to co niepotrzebne. Czy działa antybakteryjnie, tego nie zauważyłam. Niespodzianki jak były, tak są. Nawilżenia też nie zauważyłam. Produkt jest dobry jeśli chodzi o doczyszczanie zanieczyszczeń z naszej twarzy. Polubiłyśmy się. Myślę, że za jakiś czas sięgnę po nią ponownie (tylko tym razem wersję pomarańczową). Oczywiście jeśli tą uda mi się wykończyć, bo jest szalenie wydajna. Po codziennym używaniu przez miesiąc ubyło jej zaledwie około 1/6 opakowania. Czyli spokojnie na pół roku wystarczy. Nie spodziewałam się aż takiej wydajności ;) Polecam, jeśli lubicie oczyszczające pianki w niskiej w stosunku do wydajności ceny.
Dostępność/Cena:
Klik / 19zł (180ml)

Jakie pianki jeszcze polecacie? Spodobał mi się taki sposób mycia twarzy :P

Męskim okiem: Krem po goleniu Scottish for men od Starej Mydlarni.

31 marca 2015

Hej ;* Dziś post z zupełnie nowej serii, a mianowicie "Męskim okiem". Część z Was ma już partnerów, a często zakup odpowiedniego kosmetyku dla niego jest równie ciężkim wyzwaniem co dobranie odpowiedniego podkładu :P Dlatego na blogu chciałam uruchomić nową serię, która może pomóc Wam w wyborze. Mam nadzieję, że seria dobrze się przyjmie, a mój N. w końcu zacznie przekonywać się do innych kosmetyków. Wiecie jak ciężko wbić facetowi, żeby używał czegoś innego niż ulubiony żel pod prysznic czy dezodorant? Zawsze wizyta w drogerii kończy się tak samo... W koszyku lądują te same produkty, co przy poprzednich zakupach. Ale myślę, że uda mi się to zmienić i z czasem zagości tutaj coraz więcej tego typu recenzji. Oczywiście jeśli chcecie ;) Dlatego też pytam Was, czy taka seria ma rację bytu i czy w ogóle chcecie takie posty?
Krem, który dzisiaj chciałam Wam przedstawić pochodzi ze Starej Mydlarni. A co sam producent o nim pisze?
BV Scottish for men - krem po goleniu - Kojący krem do twarzy po goleniu Scottish for men zawierający substancje pochodzenia naturalnego certyfikowane Ecocertem, z dodatkiem masła shea, oleju jojoba, wit. E i B5, roślinnej gliceryny oraz ekstraktu z centelli azjatyckiej. Doskonale nawilża, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry. Zapewnia doskonałą pielęgnację skóry po goleniu; poj. 100 ml  Źródło
Krem zamknięty jest w plastikowym, delikatnie spłaszczonym słoiczku. Design wygląda kusząco dla oka i całkiem przyjemnie prezentuje się na półce. Zakrętka jest szczelna. Nie stwarza jednak problemów przy odkręcaniu, nawet mokrymi dłońmi. Choć należy wziąć poprawkę na dość silne męskie dłonie. Ja podejrzewam, że miała bym z tym nie lada problem. Nalepka się nie odkleja, nie blaknie. Całość dopełnia ciekawe i oczywiście promujące markę tłoczenie na górnej części nakrętki. Przyznam, że mi takie efekty się podobają. N. oczywiście nie zwraca na to uwagi... Dla niego ma pachnieć i działać ;) Dodatkowo po odkręceniu naszym oczom ukazuje się zabezpieczenie w formie sreberka. Dzięki niemu mamy pewność, że nikt przy kremie nie grzebał. Oczywiście do zdjęć musiałam je lekko oderwać, na co mój N. w momencie otwarcia kremu spytał "Dlaczego to było otwierane?". Myślałam, że faceci nie zwracają na to uwagi, a jednak... Albo to ja go już tak nauczyłam? ;)
Zapach jest typowo męski, choć subtelny i intrygujący. Wybredny nos N. jest zadowolony, więc śmiem uważać, że większość mężczyzn będzie zadowolona. Ja jako fanka męskich zapachów również jestem nim oczarowana. Krem wchłania się dość szybko, pozostawiając delikatną, ochronną powłoczkę, która jest ledwo wyczuwalna. Zapach jest na twarzy dość intensywny i przede wszystkim trwały. Utrzymuje się około pięciu godzin, co uważam za naprawdę dobry wynik jak na krem. Nawilżenie również jest bardzo dobre. Skóra staje się miękka, delikatna i nawilżona. A podrażnienia? Stają się przeszłością. Jest też oczywiście bardzo wydajny, gdyż wystarczy już niewielka ilość do jednorazowego użycia. Krem spisał się bardzo dobrze.
Dostępność/Cena:
Klik / 29zł (100ml)

Mój N. którego debiut dzisiaj miałyście okazję "zobaczyć" świetnie spisał się w roli testera. Udzielił mi wszystkich niezbędnych informacji na temat kremu i myślę, że jak go dobrze przekonam, to może więcej ciekawych kosmetyków się tu pojawi ;) Powiem Wam, że nie spodziewałam się tego, że bez moich wskazówek będzie wiedział na co ma zwrócić uwagę. Jednak bycie z blogerką kosmetyczną do czegoś zobowiązuje :D Chcecie więcej takich postów? Czy może wręcz przeciwnie? Dajcie znać ;)

Buziaki :*
Angie.

Olejek do masażu Vintage Collection od Starej Mydlarni.

4 lutego 2015

Hej :* Jak tam? Ja jutro po raz kolejny muszę wracać do Zielonej... Wszystko miałam tak fajnie poukładane, że rano wpis do indeksu a potem dentysta i z powrotem do domciu. Plany się jednak nieco pokomplikowały i wpisów nie będzie. Jadę tylko do dentysty i wracam. Mogła bym przełożyć wizytę, ale już dwa razy to zrobiłam. Pierwszy, bo okazało się, że akurat mam wolne i nie chciało mi się siedzieć jeden dodatkowy dzień tylko na wizytę, a drugi gdy pani doktor miała prawie godzinną obsuwę a plany mi nie pozwalały tyle czekać. Trzeci raz to by było lekkie przegięcie. Dlatego jechać muszę... Ale nie ma tego złego. Poza tym cały luty i marzec jestem u siebie w rodzinnym mieście ze względu na praktyki ;) W końcu mam więcej spokoju oraz czasu dla Was i mojego N. Potrzebowałam takiego odpoczynku po wyczerpujących zaliczeniach i sesji. Jeszcze co prawda czeka mnie jeden egzamin, ale mam nadzieję, że to już tylko formalność. A dzisiaj przychodzę do Was z recenzją olejku do masażu, który pierwotnie miał być na włosy... Jednak w tej kwestii skład okazał się bezlitosny, ale zużywam go w innym celu ;) A jak? O tym poczytacie dalej.
Vintage Collection - olejek do masażu - Relaksujący olejek do masażu - to drogocenna mieszanka oleju sojowego (łagodzi podrażnienia i stany zapalne) i oleju awokado (odżywia skórę suchą, popękaną i uszkodzoną), bogata w kwasy tłuszczowe, aminokwasy, lecytynę, witaminy oraz sole mineralne. Zapobiega nadmiernemu przesuszeniu się skóry. Jest bogatym źródłem wit. E. Działa odżywczo i uelastyczniająco, a jednocześnie nie obciąża skóry. Natomiast dodatek ekstraktu z centelli azjatyckiej przyspiesza gojenie ran, regeneruje skórę, a przede wszystkim spowalnia procesy jej starzenia.
0% PEG, 0% MINERAL OIL, 0% COLORANTS
Składniki aktywne:  
• OLEJ SOJOWY • OLEJ AWOKADO • OLEJEK RÓŻANY • EKSTRAKT Z CENTELLI AZJATYCKIEJ • WIT. E    Źródło
Olejek zamknięty jest w cudownej, plastikowej buteleczce. Szata graficzna jest charakterystyczna dla serii Vintage, co mogliście już zobaczyć w tym poście. Pięknie prezentuje się na półce. Niewątpliwym atutem produktów mydlarni są opakowania, a konkretniej ich szaty graficzne. Buszując po stronie nie potrafiłam się zdecydować na coś konkretnego, ponieważ wszystko trafia w mój gust. Dodatkowo zamknięcie jest na klik, z niewielkim otworem, który pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości olejku, bez zbędnych przygód ;) Nie jest ono jednak do końca szczelne, niestety. Nie wiem jak, ale cała buteleczka jest naolejowana i stoi w woreczku, żeby nie upaćkać wszystkiego naokoło. Ale to tylko jeden minus, którego się dopatrzyłam. Cała reszta zdecydowanie na plus. Olejek, jak to olejki jest tłusty. Za to zapach jest również świetny, tak jak w przypadku olejku do kominka. Lekko męski, choć bardziej subtelny. Uwielbiam go po prostu.
A działanie... No właśnie. Olejek wybrałam z zamiarem stosowania na włosy. Pełnego składu nie było, a opis zachęcał. Niestety na włosy się nie nadawał. Zawiera alkohol, a składników dobrych dla włosów jest za mało jak na cały skład. Niemniej jednak spróbowałam i nie było jakiegoś efektu wow, a wręcz przeciwnie, włosy były lekko przesuszone. Nie chciałam rezygnować, właśnie ze względu na zapach. Zaczęłam wcierać go w łokcie i kolana (bo te mam przesuszone zimą...). Tutaj sprawdził się całkiem fajnie i lekko nawilżał. Wchłaniał się oczywiście wolno, ale efekt był przyjemny. A poza tym, nada się również do czyszczenia pędzli. Ale o tym będzie osobny post i to już niedługo. Jeśli potrzebujecie olejku do masażu, nawilżacza do suchych miejsc, bądź czyścika do pędzli, polecam z całego serca ;) 
Skład:
Glycine soya (soyaben oil), Isopropyl Palmitate, DL-alpha Tocopherol (wit. E), Avocado oil, Helianthus Annuus Seed Oil&Rosa Centifolia Flower Extract (olejek różany), Centella Asiatica Extract (ekstrakt z centelli azjatyckiej), Alcohol, Tocopherol, Caprylic Capric/Trigliceride, Ascorbyl Pamitate, Ascorbic Acid, Perfum, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, D-Limonene.
Dostępność/Cena:
Klik /21 zł (250ml)

Myślę, że jak za taką cenę i wydajność, warto się skusić. Dodatkowo chciałam Was poinformować, że strona rozszerzyła swój asortyment o bardzo ciekawe produkty do włosów ;) Miałyście coś ze Starej Mydlarni? Polecacie coś szczególnie?