.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olejek do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olejek do ciała. Pokaż wszystkie posty

Nivea Kwiat Wiśni - olejek w balsamie.

9 lipca 2017

Hej ;* Uff, piszę już do Was jako Pani Magister. W końcu mam to za sobą i wiecie co? Dobrze mi z tym :D Pięć lat studiowania zleciało mi jak jeden dzień. Strasznie szybko i strasznie intensywnie. A ostatnie pół roku, to już dopiero było coś. Pisanie pracy magisterskiej, zaliczanie egzaminów, zmiana pracy... Działo się bardzo dużo, a i niestety blog na tym ucierpiał. Niemniej, już jestem, żyję i mam się dobrze. Choć przez ostatni tydzień, gdy przygotowywałam się do obrony, byłam ledwo żywa. Stres przed tym, że czeka mnie takie wydarzenie, zamiast motywować, demotywował. Zawsze miałam tak, że stres dawał mi mocnego kopa. Tym razem nauka szła mi w miarę dobrze, jednak ten stres obrócił się przeciwko mnie. Ale udało się, obroniłam tytuł i mogę zakończyć swoją edukację. Pewnie spytacie, co dalej? Odpowiem przede wszystkim, że na chwilę obecną nie planuję dalszej możliwości nauki. Chcę przede wszystkim odpocząć, nacieszyć się "wolnością" i zająć tym, na co nie było czasu. Dzisiaj, mimo niedzieli, wzięłam się za porządki. W przerwie oczywiście wpadam by coś dla Was naskrobać ;) Dziś o bardzo przyjemnym i pachnącym kosmetyku. Zapraszam do lektury1 :) :*
Olejek w Balsamie NIVEA® Kwiat Wiśni i Olejek Jojoba zapewnia Twojej skórze pielęgnację, o jakiej marzyłaś. Ten rozpieszczający zmysły, szybko wchłaniający się balsam zawiera drogocenny olejek jojoba, a jego formuła pozostawi Twoją skórę głęboko nawilżoną przez wiele godzin. Lekka konsystencja balsamu nie pozostawia kłopotliwej, lepkiej warstwy i sprawia, że Twoja sucha skóra zyskuje naturalny, gładki, promienny wygląd. Zmysłowy, delikatny zapach kwiatu wiśni obudzi Twoje zmysły. Stosuj do codziennej pielęgnacji i ciesz się gładką, nawilżoną skórą. Produkt przebadany dermatologicznie.
  • Zawiera cenny olejek jojoba
  • Zapewnia głębokie, 24-godzinne nawilżenie
  • Szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy
  • Przeznaczony do pielęgnacji skóry suchej i normalnej
  • Zapewnia skórze gładki i promienny wygląd  Źródło
Balsam zamknięty jest w zgrabnej, niedużej buteleczce z typową dla marki szatą graficzną. Prezentuje się dość przyjemnie na półce. Nic się nie ściera, nie niszczy. Opakowanie zamyka się na klik, co daje nam pewność, że nic się nie wyleje tam gdzie nie trzeba. Możemy go śmiało transportować, bez obaw, że coś się stanie. Nie mam się do czego przyczepić. Co do zapachu, ten jest obłędny. Czuć w nim nutkę wiśniową, choć nie jest to to, czego moglibyśmy się spodziewać. Mimo to, zapach przypadnie do gustu tym z Was, którzy lubią wisienki. Chciało by się rzec, że zapach jest taką wisienką na torcie ;)
O działaniu będzie mi się dość ciężko wypowiedzieć. Moja skóra nie jest wymagająca. O ile na twarzy muszę się gimnastykować, by ją zaspokoić, o tyle na reszcie ciała jest dobrze. Olejki w balsamach powinny sprawdzić się przy suchej skórze. U mnie takowa nie występuje. Niemniej jednak, balsam pozytywnie mnie zaskoczył. Wchłania się bardzo szybko, co teoretycznie przy olejku powinno być wręcz odwrotne. Podoba mi się to, ponieważ po wyjściu z kąpieli i wysmarowaniu ciała, zmywam makijaż, nakładam to i owo na twarz, a olejek już jest wchłonięty. Podoba mi się taka opcja. Czy nawilża skórę, tego nie jestem w stanie stwierdzić. Zapach też utrzymuje się na skórze dość długo, co jest dodatkowym atutem. W każdym razie, jest to przyjemny balsam, szybko się wchłaniający o cudnym zapachu. Mogę jak najbardziej polecić skórom niewymagającym mocnego nawilżenia. Jeśli chodzi o te bardziej wymagające, niestety się nie mogę wypowiedzieć. Jedyne czego mogę się przyczepić to cena, która jak na balsam może być trochę za wysoka ;)
Dostępność/Cena:
Drogerie / 18,99 (200ml) , 22,99 (400ml)

A Wy? Miałyście ten balsam? A może jakąś inną wersję zapachową? Piszcie! :*
Do następnego, buziaki :*

Pomocnik w walce z bliznami - Bio-Oil.

11 sierpnia 2015

Hej, hej :* Jestem, żyję, ale jestem wymęczona :D Ostatni tydzień miałam bardzo, ale to bardzo intensywny. Załatwianie wszystkich dokumentów, książeczki zdrowia i całej reszty, a to wszystko po to by zacząć.... pracę! Tak, tak, znalazłam pracę. Co prawda w sklepie, ale nie narzekam. Co drugi dzień mam wolny, tak więc mam kiedy wypocząć, zrobić zakupy i napisać coś dla Was. Do tego bez problemu będę mogła rozpocząć od października studia zaoczne, tak więc wszystko gra. Pierwszy dzień był ciężki, ale już się we wszystko wdrożyłam i jest dobrze. Dziś jak się domyślacie, mam dzień wolny. Rano wyskoczyłam już na zakupy i udało mi się dorwać świetne buty i pastę oczyszczającą z Ziai. Ale to dokładniej możecie śledzić na Instagramie. A dziś zapraszam Was na recenzję mojego sprzymierzeńca w walce z bliznami po pieprzykach. Bio-Oil jest chyba znany już większości z Was, jednak i tak dorzucę swoje trzy grosze ;P Tak wiec zapraszam do lektury ;)
 
Bio-Oil jest specjalistycznym produktem do pielęgnacji skóry, przygotowanym aby pomóc poprawić wygląd blizn, rozstępów i nierównomiernego kolorytu skóry. Jest również efektywny w przypadku problemu ze skórą starzejącą się i odwodnioną. Od wprowadzenia na światowe rynki w 2002r., BioOil zdobył 238 nagród w kategorii produktów do pielęgnacji skóry. W 20 krajach zajmuje 1 miejsce w sprzedaży produktów poprawiających wygląd blizn i rozstępów. Źródło
Produkt dostajemy zapakowany w kartonik, dodatkowo zaklejony u góry. Mamy dzięki temu pewność, że nikt naszego egzemplarza wcześniej nie zmacał. Znajdziemy na nim wszystkie potrzebne informacje, przez co buteleczka nie jest niepotrzebnie zaśmiecona. Dodatkowo w środku mieści się również ulotka informacyjna jak stosować produkt. Sama buteleczka jest nieduża, zawiera 60ml olejku. Dobrze się dokręca, nie cieknie, nic się z nią nie dzieje. Otwór, przez który wydobywa się produkt nie jest ani za duży, ani za mały. Dozuje się nim go idealnie. Nie mam się tutaj do czego doczepić. Zapach jest słodki, choć trochę ciężki i perfumowany. Nie każdemu może się spodobać, choć szybko się ulatnia. Olejek wchłania się dobrze, ale pod warunkiem, że użyjemy go w niewielkiej ilości. Przedobrzenie skutkuje tłustą, niewchłaniającą się warstwą oleju na skórze...
Najważniejsze jednak jest tutaj działanie. Bio-Oil używałam dwa razy dziennie przez miesiąc. Wiadomo, czasem zdarzyło mi się zapomnieć, ale byłam wyjątkowo systematyczna o co u mnie jak wiecie trudno. Stosowałam go głównie na blizny po usuniętych pieprzykach (3) oraz na rozstępy. Działanie na blizny przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Każda z nich była inna, ponieważ pieprzyki usuwałam w różnych odstępach czasowych. Niemniej jednak zauważyłam cechę wspólną działania olejku na wszystkie trzy. Przede wszystkim blizny stały się bledsze i mniej wypukłe. Z blizny na szyi jestem niezwykle zadowolona, ponieważ nie rzuca się już tak w oczy :) Nie sądziłam, że to faktycznie może zadziałać. Niestety nie porobiłam zdjęć, bo nawet nie liczyłam na jakiekolwiek efekty. A tu taka miła niespodzianka :) Natomiast z rozstępami już nie jest tak kolorowo. Ale muszę zaznaczyć, że ja je mam już bardzo jasne, a z takimi poradzić sobie może już tylko medycyna estetyczna. W tym obszarze nie zauważyłam zmian, choć wiem, że na te świeże olejek działa przyzwoicie. Jeśli macie problem z widocznymi i wypukłymi bliznami, ja go mogę polecić :) Nie polecam jednak na twarz, ze względu na parafinę na pierwszym miejscu... 

Skład:Paraffinum Liquidum, Triisononanoin, Cetearyl Ethylhexanoate, Isopropyl Myristate, Retinyt Palmitate, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Anthemis Nobilis Flower Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Calendula Officinalis Extract, Glycine Soja Oil, BHT, Bisabolol, Parfum, Alpha-lsomethyl lonone, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Eugenol, Farnesol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, CI 26100.
Nie mogę także nie wspomnieć o dodatkowych rzeczach w paczce z olejkiem. Wpadły do mnie świetne plastry na odciski, na większe rany, zwykłe i oczywiście w Minionki! Wszystkie rozdałam, natomiast Minionkowe zostały ze mną. Robią furorę, nie ma to tamto :D

Dostępność/Cena:
Hebe, Natura, Rossmann, Apteka DOZ, i-apteka, itp. / 30-70zł

Miałyście ten olejek? Jak u Was się sprawdził? Piszcie! ;*

Mój sprzymierzeniec w walce z poparzeniami słonecznymi.

21 czerwca 2015

Hej ;* W przerwie nauki na jutrzejszy (swoją drogą ostatni już przed obroną) egzamin, wpadam do Was z kolejnym postem. Dziś mam Wam do przedstawienia kosmetyk, bez którego nie wyobrażam już sobie opalania. A właściwie jakiego opalania? Ja i opalanie? To nigdy nie szło w parze, niestety... Od zawsze byłam blada i jakoś średnio mi to przeszkadzało. Ale wiadomo, z wiekiem coraz bardziej zaczęła mi się podobać opalenizna. Mam za sobą ze dwie czy trzy wizyty w solarium, których nie wspominam zbyt miło. Zawsze, nieważne czy po solarium, czy po zwyczajnym opalaniu się na słońcu, kończyło się to poparzeniami i wielkimi czerwonymi plamami. Nic nie działało, a słońce kojarzyło mi się wyłącznie z bólem. Gdy napisała do mnie Pani Iwona z firmy Evree z propozycją przetestowania ich nowości, zawahałam się. Olejek, który wprowadzili jest stricte nawilżający. Moja skóra nawilżenia właściwie nie potrzebuje. Ale zagłębiając się w informacje o olejku zauważyłam, że nadaje się świetnie także na poparzenia słoneczne. Pomyślałam sobie, bingo! Marka znana jest ze  świetnych olejków, tak więc postanowiłam go wypróbować. A czy wyszła z tego miłość?
Twoja rutynowa pielęgnacja nawilżająca przestała przynosić efekty? Wypróbuj specjalistyczną, ultranawilżającą kurację do ciała POWER FRUIT!
Co zawiera i jak działa? Power Fruit to innowacyjny, dwufazowy nawilżający olejek do ciała. To pierwszy tak wyjątkowy produkt na rynku. Łączy w sobie działanie olejku i balsamu. Wchłania się w mgnieniu oka a skóra pozostaje idealnie nawilżona i gładka. Jak to możliwe? Poprzez połączenie olejku malinowego i kwasu hialuronowego. Obydwa te składniki samodzielnie mają bardzo silne działanie nawilżające, a dzięki ich połączeniu możliwe jest osiągnięcie efektu maksymalnego nawilżenia.
Dlaczego stworzyliśmy dwufazową formułę? Faza górna to połączenie olejków: malinowego, winogronowego, jojoba, sezamowego oraz avocado. Zastosowana kompozycja działa w absolutnej synergii. Faza dolna to czysty kwas hialuronowy. Odgrywa kluczową rolę ponieważ utrzymuje prawidłowe nawilżenie skóry poprzez wiązanie wody w naskórku.
Połączenie fazy olejowej i wodnej sprawia, że formuła idealnie i bardzo szybko się wchłania, pozostawiając przyjemną, świeżą, ochronną, nietłustą warstewkę na skórze.
Uwaga! Przed użyciem należy wstrząsnąć by utworzyć jednolitą konsystencję. Olejek dozowany na skórę przybiera lekko żelową konsystencję, dzięki czemu nie spływa ze skóry. Można się nim smarować nawet w biegu. Źródło
Olejek dostajemy zapakowany w dodatkowy kartonik, na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje. Lubię takie rozwiązanie, ponieważ opakowanie właściwe nie jest już zaśmiecone tym co w zasadzie można umieścić gdzie indziej nie psując designu. A właśnie, jeśli chodzi o kwestie wyglądu, wszystkie olejki Evree mają specyficzną szatę graficzną. Przypadła mi ona do gustu. Choć w zasadzie kosmetyk ma działać, a nie wyglądać, to jednak miło jak poza tym też jakoś wygląda. Buteleczka ma otwarcie z takim "dziubkiem". Takie rozwiązanie jest praktyczne i higieniczne. Nie musimy się dzięki temu obawiać, ze coś nam się wyleje. Otwór jest malutki, ale idealny do tego typu produktu. Dzięki niemu uda nam się wydobyć odpowiednią ilość olejku. Po boku w etykiecie jest dziura, przez co widać ile produktu nam jeszcze zostało.
Jak można przeczytać od producenta, olejek jest dwufazowy. Po wstrząśnięciu obie warstwy dobrze się ze sobą łączą. Formuła jest jak sama nazwa wskazuje, olejowa. Zapach jest dość mocny, aczkolwiek bardzo przyjemny, perfumowany. Utrzymuje się dość krótko, a szkoda. Ja używam go na suchą skórę przez co wchłanianie jest nieco wolniejsze. Wiem, że można nakładać go również na zwilżoną delikatnie skórę, co przyspieszy ten proces.Mimo to, na sucho wchłania się przyzwoicie. Pozostawia skórę nawilżoną i delikatnie ją napina. Ale u mnie o nawilżenie nietrudno. Ważniejsze było dla mnie działanie na poparzenia słoneczne. Jako osoba blada, najpierw pojawiają mi się czerwone plamy (poparzenia...), potem po długim czasie przechodzą w delikatną opaleniznę. Jednak cały proces jest męczący, bardzo bolesny i niekoniecznie przyjemny. Ciężko było mi znaleźć coś, co na dłużej ukoi moje spieczone ciało. Przez to wszystko unikałam leżenia plackiem na słońcu (co uwielbiam) i starałam się nie opalać. Ten olejek był dla mnie nadzieją. Nie sądziłam, że tak szybko będę mogła sprawdzić jego właściwości. Podczas konferencji w Paryżu, przez dwie i pół godziny staliśmy w pełnym słońcu, a ja oczywiście miałam bluzkę na ramiączkach. Spaliłam sobie ramiona niemiłosiernie. Po powrocie sięgnęłam po to zbawienie. Już zaledwie po dwóch dniach poparzenia przestały mnie prawie całkowicie boleć, a po trzeciej aplikacji nie odczuwałam już żadnego dyskomfortu, ani bólu, a moja opalenizna zaczęła wyglądać dobrze. Jestem pod ogromnym wrażeniem działania tego cuda. Myślę, że starczy mi spokojnie na ten sezon, a za rok kupię kolejne opakowanie ;) Polecam Wam z całego serducha jeśli tak jak ja, macie problem z poparzeniami słonecznymi. Cieszę się, że ostatecznie skusiłam się na wypróbowanie tego olejku ;)

Dostępność/Cena:
Natura, Rossmann, Dayli / 28 zł (100ml)

Olejek do masażu Vintage Collection od Starej Mydlarni.

4 lutego 2015

Hej :* Jak tam? Ja jutro po raz kolejny muszę wracać do Zielonej... Wszystko miałam tak fajnie poukładane, że rano wpis do indeksu a potem dentysta i z powrotem do domciu. Plany się jednak nieco pokomplikowały i wpisów nie będzie. Jadę tylko do dentysty i wracam. Mogła bym przełożyć wizytę, ale już dwa razy to zrobiłam. Pierwszy, bo okazało się, że akurat mam wolne i nie chciało mi się siedzieć jeden dodatkowy dzień tylko na wizytę, a drugi gdy pani doktor miała prawie godzinną obsuwę a plany mi nie pozwalały tyle czekać. Trzeci raz to by było lekkie przegięcie. Dlatego jechać muszę... Ale nie ma tego złego. Poza tym cały luty i marzec jestem u siebie w rodzinnym mieście ze względu na praktyki ;) W końcu mam więcej spokoju oraz czasu dla Was i mojego N. Potrzebowałam takiego odpoczynku po wyczerpujących zaliczeniach i sesji. Jeszcze co prawda czeka mnie jeden egzamin, ale mam nadzieję, że to już tylko formalność. A dzisiaj przychodzę do Was z recenzją olejku do masażu, który pierwotnie miał być na włosy... Jednak w tej kwestii skład okazał się bezlitosny, ale zużywam go w innym celu ;) A jak? O tym poczytacie dalej.
Vintage Collection - olejek do masażu - Relaksujący olejek do masażu - to drogocenna mieszanka oleju sojowego (łagodzi podrażnienia i stany zapalne) i oleju awokado (odżywia skórę suchą, popękaną i uszkodzoną), bogata w kwasy tłuszczowe, aminokwasy, lecytynę, witaminy oraz sole mineralne. Zapobiega nadmiernemu przesuszeniu się skóry. Jest bogatym źródłem wit. E. Działa odżywczo i uelastyczniająco, a jednocześnie nie obciąża skóry. Natomiast dodatek ekstraktu z centelli azjatyckiej przyspiesza gojenie ran, regeneruje skórę, a przede wszystkim spowalnia procesy jej starzenia.
0% PEG, 0% MINERAL OIL, 0% COLORANTS
Składniki aktywne:  
• OLEJ SOJOWY • OLEJ AWOKADO • OLEJEK RÓŻANY • EKSTRAKT Z CENTELLI AZJATYCKIEJ • WIT. E    Źródło
Olejek zamknięty jest w cudownej, plastikowej buteleczce. Szata graficzna jest charakterystyczna dla serii Vintage, co mogliście już zobaczyć w tym poście. Pięknie prezentuje się na półce. Niewątpliwym atutem produktów mydlarni są opakowania, a konkretniej ich szaty graficzne. Buszując po stronie nie potrafiłam się zdecydować na coś konkretnego, ponieważ wszystko trafia w mój gust. Dodatkowo zamknięcie jest na klik, z niewielkim otworem, który pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości olejku, bez zbędnych przygód ;) Nie jest ono jednak do końca szczelne, niestety. Nie wiem jak, ale cała buteleczka jest naolejowana i stoi w woreczku, żeby nie upaćkać wszystkiego naokoło. Ale to tylko jeden minus, którego się dopatrzyłam. Cała reszta zdecydowanie na plus. Olejek, jak to olejki jest tłusty. Za to zapach jest również świetny, tak jak w przypadku olejku do kominka. Lekko męski, choć bardziej subtelny. Uwielbiam go po prostu.
A działanie... No właśnie. Olejek wybrałam z zamiarem stosowania na włosy. Pełnego składu nie było, a opis zachęcał. Niestety na włosy się nie nadawał. Zawiera alkohol, a składników dobrych dla włosów jest za mało jak na cały skład. Niemniej jednak spróbowałam i nie było jakiegoś efektu wow, a wręcz przeciwnie, włosy były lekko przesuszone. Nie chciałam rezygnować, właśnie ze względu na zapach. Zaczęłam wcierać go w łokcie i kolana (bo te mam przesuszone zimą...). Tutaj sprawdził się całkiem fajnie i lekko nawilżał. Wchłaniał się oczywiście wolno, ale efekt był przyjemny. A poza tym, nada się również do czyszczenia pędzli. Ale o tym będzie osobny post i to już niedługo. Jeśli potrzebujecie olejku do masażu, nawilżacza do suchych miejsc, bądź czyścika do pędzli, polecam z całego serca ;) 
Skład:
Glycine soya (soyaben oil), Isopropyl Palmitate, DL-alpha Tocopherol (wit. E), Avocado oil, Helianthus Annuus Seed Oil&Rosa Centifolia Flower Extract (olejek różany), Centella Asiatica Extract (ekstrakt z centelli azjatyckiej), Alcohol, Tocopherol, Caprylic Capric/Trigliceride, Ascorbyl Pamitate, Ascorbic Acid, Perfum, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, D-Limonene.
Dostępność/Cena:
Klik /21 zł (250ml)

Myślę, że jak za taką cenę i wydajność, warto się skusić. Dodatkowo chciałam Was poinformować, że strona rozszerzyła swój asortyment o bardzo ciekawe produkty do włosów ;) Miałyście coś ze Starej Mydlarni? Polecacie coś szczególnie?

Mój pierwszy olej do włosów... Hit czy kit?

10 maja 2014

Hej Kotki :*
Ostatni czas znów był trochę zalatany. To majówka z przyjaciółmi, potem zaliczenia, prezentacje... Wieczny brak czasu. Ale post jest, bo nie mogę Was przecież zostawić bez niczego :) Ostatnio któregoś dnia tak nagle coś mnie chyba z góry uderzyło, bo zmieniłam całkowicie swój pogląd na włosy. Do tamtej pory włosy prostowałam niemal codziennie (przez kilka lat..), suszyłam gorącym powietrzem przy samej nasadzie co drugi dzień, używałam jedynie odżywek. Ale pięknego dnia odstawiłam prostownicę i postanowiłam coś zmienić. Poszperałam w internecie na temat zachwalanego olejowania. Najpierw padło na olej rycynowy. Puch na głowie jakich mało... Ale nie chciałam rezygnować. W końcu dotarłam do tego jaką mam porowatość i jakie oleje będą dobre. W ten sposób trafiłam na olejki do ciała Alterry. Jako iż była promocja i zamiast 23 zł zapłaciłam ok 14 zł, nie wahałam się i kupiłam... A czy to był strzał w dziesiątkę?
Olejek na jaki postawiłam to brzoza i pomarańcza. Wcześniej szukałam porównań, który z ich oferty będzie najlepszy i niemal wszędzie górował jeden i ten sam. I to właśnie na niego postawiłam. Olejek zamknięty jest w dość fajnej buteleczce, a ta w kartoniku. Butelka ma aplikator którym na pierwszy rzut oka może się fajnie psikać po włosach. Nic bardziej mylnego. Zamiast wytwarzać mgiełkę, psika strumieniem. Zatem jak ja sobie z tym poradziłam? Odkręcam aplikator po czym wylewam olej na łyżkę stołową i przelewam do miseczki. W ten sposób około 1-1,5 łyżki wystarcza mi na pokrycie całych włosów. Po czasie jednak nie do końca aplikator chce się dokręcać i trzeba użyć więcej siły. Minusy jak widzicie są, ale nie oceniajmy książki...
Olej jest przeznaczony do ciała, ale zawiera mnóstwo dobroczynnych składników, które idealnie nadają się do włosów. W związku z tym nie jestem w stanie się wypowiedzieć ani trochę na temat właściwości względem ciała. Natomiast względem włosów wysokoporowatych, blond, zniszczonych już tak. Mimo początkowo minusów w opakowaniu i jednak cenie regularnej, właściwości mogą być znacznie bardziej na plus. Olej używam od niemal miesiąca i zostało mi go zaledwie na dwa razy. Wydajność zatem nie powala. Za to zapach jest genialny. Owocowy, świeży ale zarazem nieco słodki. Zdecydowanie wyczuwam w nim pomarańczę.
Ale najbardziej chodzi mi tutaj o właściwości. A te są ciekawe. Pomimo tego iż używam tego oleju dopiero od miesiąca, zdecydowanie widzę różnicę w stanie moich włosów. Nie są już aż tak suche i bez wyrazu. Oczywiście tutaj ma znaczenie też odżywka, o której już niebawem będzie na blogu. Ale nie ukrywam, że sama odżywka aż takiego efektu by nie dała. Zdaję sobie sprawę, że włosów w miesiąc nie zregeneruję. Jednak olej się kończy, więc i recenzję czas wystawić. Jest to z tego co wiem jeden z lepszych olejów do wysokoporowatek.Włosy wyglądają o wiele lepiej. Olej nakładam (a przynajmniej się staram) przed każdym myciem, czyli co drugi dzień na ok. 3 godziny. Nie nakładam go na skalp, gdyż wówczas zaczyna mnie piec i mam czerwoną skórę. Efekty widać, ale wiem, że przede mną długa droga do pięknych włosów. Nie zamierzam rezygnować z olejowania po tym jak widzę efekt. Jednak jak tylko go skończę, kupię prawdopodobnie oliwę z oliwek, albo olej słonecznikowy. 23 zł to jednak nieco za dużo na miesiąc. Ale całkowicie go polecam (tylko szukajcie w promocji). 

Skład:
Glycine Soya Oil*, Simondsia Chinesis Seed Oil*, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Olea Europaea Fruit Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Limonene**, Betula Alba Leaf Extract*, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Ruscus Aculeatus Extract, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Citrus Nobilis Oil, Parfum**, Actinidia Chinesis Seed Extract, Hippophae Rhamnoides Oil*, Tocopherol, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Citrus Aurantifolia Oil, Helianthus Annus Seed Oil, Helianthus Annus Seed Oil*, Rosmarinus Officinalis Extract*, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Citral**, Linalool**, Geraniol**


Dostępność/Cena:
Rossmann / 23 zł (cena regularna), ok. 14 zł (w promocji)