Hej ;]
Jak Wam mija tydzień? :) Ja przyznam się szczerze, pomimo małych problemów zdrowotnych jestem z niego bardzo zadowolona. Oda samego poniedziałku przywitało mnie słoneczko, które codziennie mnie budzi :) W związku z tym, iż słońca nie widziałam od bardzo dawna, cieszę się jak małe dziecko. Dostałam tak potężnego kopa do działania, baterie mi się naładowały ekspresowo i nawet całodniowe zajęcia nie są w stanie tego zepsuć ;D Mam tylko nadzieję,że słońce szybko nas nie opuści :) Daje po oczach jak cholera :D I jak na złość swoje przeciwsłoneczne okulary zostawiłam w Żaganiu. A wizja lansowania się w Firmoowych okularach ciągle mi towarzyszy :D Ale bez zbędnej paplaniny. Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną recenzją (nadrabiam jak się da :D). Na ruszt idą cienie Marizy.
Zacznijmy od opakowania. Chyba już standardowo :) Plastikowa mała paletka składająca się z trzech cieni. Numer cieni, które ja posiadam to 12. Są to dwie zielenie oraz biel. Opakowanie jest plastikowe, po pewnym czasie napisy mogą się niestety pościerać. Otwiera się je całkiem fajnie. Ale na szczęście nie otworzy się nam samo w kosmetyczce. Cienie są niewielkich rozmiarów. Do paletki dołączona została pacynka, której ja osobiście nie używam. Raz wypróbowałam, ale jednak wolę zdecydowanie pędzle. Cieni używam osobiście dosyć rzadko (jedynie biel częściej), jednak z pudełeczkiem nic złego się nie dzieje.
Kwestia kolorów, pigmentacji i przede wszystkim tego jak cienie prezentują się w katalogu, a jak w rzeczywistości... Cienie wybrałam sobie do testów, gdyż w katalogu wyglądały bardziej jak turkusy. Mówię sobie, takie cienie fajnie by było mieć. Zielenie ni w ząb nie były mi potrzebne, tym bardziej, że jakiś czas temu kupowałam zielone cienie. Tym bardziej zaskoczył mnie fakt wyglądu cieni na żywo. Do turkusów im raczej daleko. Są to zwyczajne zielenie. Tu niestety dosyć duży minus. Kwestia pigmentacji też musi zostać poruszona. Nie jest jakoś szczególnie źle, ale szału też nie ma. Zresztą same widzicie na swatchach. Konsystencję oceniam jako kremową, ale w kierunku bardziej sypkiej. Podczas aplikacji mogą się lekko osypywać. Niestety podczas malowania, cienie bledną, ciężko jest nimi uzyskać jakiś efekt. Nie wiem jak sprawdzą się na bazie, jednak solo jest źle. Co prawda blendują się całkiem nieźle z innymi cieniami, jednak blakną. Trzymają się kilka godzin bez zarzutu. Nie wchodzą w załamania, nie ścierają się nierównomiernie. Po prostu znikają. Na bazie może nie będzie tak źle. Niestety przykro mi przyznać, że te cienie nie przypadły mi do gustu. Jest to chyba jeden jedyny kosmetyk, z którym się nie polubiłam. (z tych, które miałam okazję testować). Może z innymi wersjami kolorystycznymi jest lepiej? Osobiście z cieniami się nie polubiłam. Jedynie biel używam pod łuk brwiowy.
Skład: (niestety się pościerał)
Dostępność:
www.i-mariza.pl
Miałyście te cienie? Co o nich myślicie?



