.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariza. Pokaż wszystkie posty

Mariza Brilliant - Lakier do paznokci 7665.

1 kwietnia 2013

Hej ;] To znowu ja :D
Wiem, wiem, cieszycie się :D Wpadłam coś napisać, korzystając z chwilki wolnego. Niedługo muszę się zacząć szykować, bo lecę na świąteczny obiadek do teściowej :) Ahh, święta i po świętach. Całe szczęście jeszcze jutro wolne. A potem trzeba wrócić do szarej, uczelnianej rzeczywistości. Byle do soboty ;D W końcu będę miała okazję poznać blogerki z moich okolic. Cieszę się, tym bardziej,że to już coraz bliżej ;] Ale nie smęcę Wam tutaj i piszę to, co było pierwotnym zamiarem, czyli recenzję ;] Dziś chcę Wam przedstawić ostatni z lakierów Marizy jaki mam w swoich zbiorach. Co prawda dwa są mojej mamy, a dwa moje, ale jeśli mam ochotę na 'jej' kolor, śmiało mogę ;D Tak więc zapraszam :)
Dzisiaj na tapetę leci numerek 7665. Jest to brąz, ale ani ciemny, ani jasny. Wszystko zależy od światła. Jak już pisałam przy innych lakierach, ubolewam nad brakiem numerków na buteleczkach. Znacznie ułatwiło by to życie. Lakier standardowo dla tej kolekcji mieści się w 10 ml buteleczce. Jest to brąz z mnóstwem brokatu. Nie jest on jakiś tandetny, jednak dla niektórych może być zbyt mocny. Jak reszta lakierów, ten również jest holograficzny. W słońcu i sztucznym świetle drobinki pięknie mienią się na kolorowo. Więcej myślę nie ma co się rozpisywać na ten temat. Wszystkie lakiery z tej serii są pod względem wizualnym takie same.
Pędzelek również jest standardowy dla tej serii. Prosto ścięty, idealnych rozmiarów. Co prawda do pomalowania większej płytki może być za mały. Dla mojej jest idealny. Nie sprawia problemów, nie strzępi się, nie niszczy.
Na pazurkach jak widzicie efekt jest różny. Wszystko zależy od tego jakie aktualnie jest światło. Czasem jest to mocniejszy brąz, czasem delikatny. Niestety nie udało mi się uchwycić jak pięknie mieni się w słońcu. Musicie uwierzyć mi na słowo. Do pełnego krycia wystarczą dwie grubsze warstwy. Ja profilaktycznie dałam trzy cieńsze. Schnie dosyć szybko, ale niebieskiemu bratu nie jest w stanie dorównać w tej kwestii. Trzyma się do dwóch dni. Pod koniec drugiego dnia zaczynają się ścierać końcówki.
Ogólnie jestem na tak, choć to nie mój kolor. Jak możecie się domyślić, zamówiła go moja mama, która lubi takie nudziakowe kolory. Niestety była to edycja limitowana. Ale z tego co się orientuję, możecie je jeszcze znaleźć na allegro. Tak więc śmiało mogę polecić. Jest to świetna seria i podejrzewam,że jak tylko znajdę nadprogramową gotówkę, to zaopatrzę się w czerń i fiolet ;] Są przepiękne ;]

Dostępność/Cena:
allegro / 10,99 zł

Macie? Lubicie? :)

Lakier do paznokci - Mariza - Brilliant nr. 7672

25 marca 2013

Hej ;]
W przerwie między zajęciami wpadam, by co nieco napisać. Lakiery Marizy z kolekcji Brilliant pokochałam miłością wielką. Pierwszy dostałam w ramach testów od Sandry. Już wtedy byłam bardzo zadowolona. Kolejny kupiłam sobie już sama. A następne dwa zamówiła sobie moja mama. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was już z trzecim lakierem z tej serii. Niebawem pokażę ostatni jaki mam. Co do bohatera dzisiejszej notki, nie było jakiegoś wow. Ale miłością zapałałam do niego wielką, oj wielką. Ciekawi dlaczego? :)
Lakier mieści się w standardowej dla tej kolekcji buteleczce. Pojemność to całe 10 ml. Myślę,ze jest w sam raz by lakier wykończyć, zanim zgęstnieje. Tym bardziej,ze ja tego lakieru używam często. Buteleczka jest bezproblemowa, zamyka się dobrze. Napisy się nie ścierają, nic złego się nie dzieje. Niestety nie znajdziemy na nim numerku lakieru. Szkoda, gdyż tak by było nieco łatwiej je rozpoznawać.
Pędzelek jest standardowy. Nie za duży, nie za mały. Na moją niedużą płytkę wystarczy jedno maźnięcie pędzelkiem, by pokryć ją całą. Konsystencja nie jest ani za gęsta, ani też za wodnista. Do pełnego krycia niestety potrzeba 3 warstw, ale i wtedy jeszcze widać prześwity na końcówkach paznokci. Tutaj troszkę mały minus za to. Schnięcie dosyć szybkie. Nie jest aż tak ekspresowe jak w jego niebieskim bracie, jednak ja, osoba niecierpliwa w tej kwestii jestem usatysfakcjonowana ;]
I teraz najważniejsze. Efekty ;] Lakier to delikatny róż z mnóstwem brokatu. Całe szczęście nie jest to tandetny brokat. Wykończenie jest holograficzne. Niestety nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciach, jednak musicie mi uwierzyć na słowo,że w słońcu i sztucznym świetle mieni się przepięknie na kolorowo. Uwielbiam go za to. Odpryski zaczynają się pojawiać pod koniec drugiego dnia noszenia. Jestem w stanie mu to wybaczyć, za efekt jaki daje ;]

Osobiście polecam, jeśli uda się Wam gdzieś go dorwać ;] Niestety była to edycja limitowana. Ale możecie próbować ;)

Dostępność/ Cena:
www.i-mariza.pl / 11,99 zł (ew. 9,50 w promocji)

Jak Wam się widzi? :D Macie może lakiery z tej serii? :)

Porównanie kremów do rąk - Mariza i Cztery Pory Roku.

11 marca 2013

Hej ;]
Dzisiaj nawiedzam Was po raz kolejny :D Dopóki mam wenę do pisania, robię to tak często jak się da. Potem zapewne będzie nawał prac na zajęcia i znów będzie mi brakowało czasu. Dlatego chcę teraz nadrobić to, co czeka mnie niebawem. W międzyczasie robi mi się smaczny obiadek ;P Tak, jestem z tych studentów, którzy nie jedzą zupek chińskich na potęgę, i nie, nie mieszkam z rodzicami. Tzn. mieszkam od czwartku do niedzieli :D A pozostałe dni uczę się i mieszkam w Zielonej Górze z koleżankami. Więc jak mam więcej czasu, pichcę sobie obiadki :D Co prawda nie są to jakieś wymyślne dania, bo kucharka ze mnie żadna :D Cenię sobie najbardziej Polskie jedzenie ;] Ale nie zanudzając Was, dzisiaj przychodzę z dwoma kremami do rąk, które od jakiegoś czasu miałam okazję testować. Tzn. pierwszy testowała moja mama, gdyż mi potrzebny krem do rąk nie był. Jak na złość, gdy dłonie zaczęły mi się wysuszać, moja mama już powoli denkowała ten krem, więc postanowiłam kupić coś nowego dla siebie. Jesteście ciekawe tych kremów? Zapraszam ;]
Dzisiaj na tapetę lecą dwa kremy do rąk. Pierwszy, który wpadł do mnie przy okazji współpracy z Sandrą z firmy Mariza oraz drugi, który kupiłam bo potrzebowałam czegoś na gwałt ;] Zacznę moze od tej części najbardziej suchej, czyli kwestia opakowania. 
Mariza - Zwyczajna, biała tubka niewyróżniająca się niczym szczególnym. Dobrze się zwija gdy kremu mamy coraz mniej, nie sprawia problemów. Nie otwiera się sama w torebce. Odrobinę uroku dodaje jej zdjęcie cytryny na przodzie. Napisy pomimo użytkowania, nie ścierają się. Zdjęcie jest zrobione prawie przy samym zdenkowaniu, więc widać,że napisy są całe, nieprzetarte. Można stawiać krem na zakrętce.
Cztery Pory Roku- Tutaj opakowanie zdecydowanie przyciągające uwagę. Kolorowe, aż krzyczy 'weź mnie' :D Również tubka. Nie otwiera się samoczynnie w torebce. Napisy również się nie ścierają. Krem można spokojnie wydobywać nawet gdy zaczyna go ubywać :) Krem spokojnie możemy postawić 'do góry nogami'.
Zakrętka tubki w obu przypadkach jest taka sama. Nie otwiera się, nie sprawia problemów. Można spokojnie przenosić je w torbie, bez obaw,że coś nam się wyleje. Biała, standardowa. Myślę,że w każdym kremie znajdują się takie właśnie zakrętki.
Konsystencja i działanie.
Mariza - Lekka, delikatna konsystencja. Wchłania się dosyć szybko. Nie pozostawia nam na rękach tłustego filmu. Pachnie obłędnie. Jak tylko go powąchałam, przepadłam. Czuć prawdziwą (nie chemiczną!) cytrynę. Dosłownie, jakbyśmy wycisnęły świeży sok z cytryn. Ja cytrusy uwielbiam, więc ten zapach jest dla mnie w idealny. Nie wszystkim jednak może się podobać. Utrzymuje się przez pewien czas na dłoniach. Krem fajnie nawilża, jednak nie możemy się spodziewać jakiegoś wielkiego nawilżenia. Moja i mojej mamy skóra potrzebuje dosyć małego nawilżenia i ten krem spisał się całkiem nieźle.
Cztery Pory Roku - Tutaj konsystencja jest nieco bardziej treściwa. Można przez to mylnie stwierdzić,że będzie się długo wchłaniać. Nic takiego nie ma miejsca. Krem wchłania się dosyć szybko, przez chwilę jeszcze zostawiając tłustą warstwę. Zapach teoretycznie powinien być również cytrynowy, tak jak w przypadku kremu od Marizy. Jednak tutaj zapach jest bardziej chemiczny. Nie jest mdły czy bardzo sztuczny. Jednak zapachu prawdziwej cytryny nie oczekujmy. Przez pewien czas zostaje na dłoniach. Jego działanie jest również doraźne. Ale dla skóry mało wymagającej jest w sam raz. Często smaruję nim dłonie na wykładach, z tego względu iż szybko się wchłania i ładnie pachnie. :D
Co do składów, są bardzo podobne. Niestety nie unikniemy parabenów czy alkoholu. Jednak nie przesuszają dłoni, więc nie jest źle. Ogólnie zarówno krem z Marizy jak i z Czterech Pór Roku są całkiem przyzwoite. Jeśli miała bym wybierać, zdecydowała bym się na krem z Marizy. Cenowo są bardzo do siebie zbliżone, jednak przeważył zapach. Osobiście polecam zarówno jeden jak i drugi.

Dostępność/ Cena:
Mariza:  www.i-mariza.pl  /  5,90 zł
Cztery Pory Roku:  Rossmann  /  ok. 4-5 zł

Przy okazji witam nowych obserwatorów i mam nadzieję,że zostaniecie ze mną na dłużej :)

Miałyście któryś z tych kremów? Jakie jeszcze polecacie? :)

Mariza - Puder w kulkach rozświetlający ciemny.

9 marca 2013

Hej Miśki ;] 
Jak Wam mija weekend? :) U mnie nieźle, choć myśl,że zima znów ma wrócić przyprawia mnie o dreszcze. A tak bardzo cieszyłam się słoneczkiem jeszcze niedawno. Było tak fajnie, cieplutko, aż chciało się wyjść z domu. A teraz? Szaro, buro. Nic się nie chce. Chociaż tyle dobrego,że zmobilizowałam się do pisania recenzji. W sumie mam Wam do zrecenzowania kilka fajnych, i tych mniej fajnych produktów. Dzisiaj post z serii tych średnich. Nie złych, ale też nie urywających wiecie czego :D Jak już wiecie, jakiś czas temu nawiązałam współpracę z Sandrą i firmą Mariza. W ramach współpracy dostałam mnóstwo ciekawych kosmetyków (które sama sobie mogłam wybrać). Lubię taką politykę firmy. Nie było obawy,że dostanę kosmetyk, który się zmarnuje. Co prawda nie spodziewałam się aż tylu dobroci w jednej paczce :) Dzisiaj troszkę więcej o jednej dobroci, która w owej paczuszce również się znalazła.
 Mowa o rozświetlającym, ciemnym pudrze w kulkach. Ja dostałam go w małym, okrągłym i plastikowym opakowaniu. Z tego co wiem, nie jest to opakowanie oryginalne. Niemniej jednak jest ono plastikowe, choć trwałe. Zakręca się tak,że mamy pewność, iż samo nie otworzy nam się w kosmetyczce. Nigdy nie miałam z nim problemów. Podróżuje ze mną co tydzień i jest wszystko okej. Co prawda minimalnie mi się połamało (co widać na wieczku). Kuleczki są różnych rozmiarów, ale w jednolitym kolorze. Nalepka na odwrocie pudełeczka nie odkleja się, jednak napisy się nieco pościerały. Ale tak jak mówię, jest to tylko opakowanie testowe. Oryginalne jest nieco inne.
Kuleczki są różnych rozmiarów, z początku tępe w użyciu, toporne, nie chciały się rozcierać pod wpływem pędzla, co również oznaczało nie lada wyzwanie. Musiałam się nieźle namachać,żeby coś z nich wydobyć. Jednak z czasem zaczęły być mniej oporne. Co do kolorystyki, jest całkiem fajna. Ma to być puder rozświetlający ciemny i taki też jest. Znaczy się rozświetlenia nie ma tutaj zbyt wielkiego. Ukazane na palcu lekkie jest, jednak po roztarciu na skórze już znika. Co prawda nie do końca, ale jakiegoś szczególnego rozświetlenia nie zauważyłam. Puder używam pod kości policzkowe jako bronzer. W tej kwestii spisuje się przyzwoicie. Nie robi plam, ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić z ilością. Trzyma się do czterech godzin, potem zaczyna znikać zostawiając lekkie plamy. Dlatego musimy go kontrolować. 
Puder jest przyzwoity, choć szału nie ma. Polubiłam się z nim, jednak sama nie wiem czy bym go kupiła.
Dostępność/Cena:
www.i-mariza.pl  /19,90 zł

Ogólnie produkt niczego sobie. Jednak za tą cenę wydaje mi się,że można kupić coś lepszego.

Miałyście? Co o nim myślicie? :)

Mariza - Glamour Line - Matowe cienie do powiek

5 marca 2013

Hej ;]
 Jak Wam mija tydzień? :) Ja przyznam się szczerze, pomimo małych problemów zdrowotnych jestem z niego bardzo zadowolona. Oda samego poniedziałku przywitało mnie słoneczko, które codziennie mnie budzi :) W związku z tym, iż słońca nie widziałam od bardzo dawna, cieszę się jak małe dziecko. Dostałam tak potężnego kopa do działania, baterie mi się naładowały ekspresowo i nawet całodniowe zajęcia nie są w stanie tego zepsuć ;D Mam tylko nadzieję,że słońce szybko nas nie opuści :) Daje po oczach jak cholera :D I jak na złość swoje przeciwsłoneczne okulary zostawiłam w Żaganiu. A wizja lansowania się w Firmoowych okularach ciągle mi towarzyszy :D Ale bez zbędnej paplaniny. Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną recenzją (nadrabiam jak się da :D). Na ruszt idą cienie Marizy.
 
Zacznijmy od opakowania. Chyba już standardowo :) Plastikowa mała paletka składająca się z trzech cieni. Numer cieni, które ja posiadam to 12. Są to dwie zielenie oraz biel. Opakowanie jest plastikowe, po pewnym czasie napisy mogą się niestety pościerać. Otwiera się je całkiem fajnie. Ale na szczęście nie otworzy się nam samo w kosmetyczce. Cienie są niewielkich rozmiarów. Do paletki dołączona została pacynka, której ja osobiście nie używam. Raz wypróbowałam, ale jednak wolę zdecydowanie pędzle. Cieni używam osobiście dosyć rzadko (jedynie biel częściej), jednak z pudełeczkiem nic złego się nie dzieje.
Kwestia kolorów, pigmentacji i przede wszystkim tego jak cienie prezentują się w katalogu, a jak w rzeczywistości... Cienie wybrałam sobie do testów, gdyż w katalogu wyglądały bardziej jak turkusy. Mówię sobie, takie cienie fajnie by było mieć. Zielenie ni w ząb nie były mi potrzebne, tym bardziej, że jakiś czas temu kupowałam zielone cienie. Tym bardziej zaskoczył mnie fakt wyglądu cieni na żywo. Do turkusów im raczej daleko. Są to zwyczajne zielenie. Tu niestety dosyć duży minus. Kwestia pigmentacji też musi zostać poruszona. Nie jest jakoś szczególnie źle, ale szału też nie ma. Zresztą same widzicie na swatchach. Konsystencję oceniam jako kremową, ale w kierunku bardziej sypkiej. Podczas aplikacji mogą się lekko osypywać. Niestety podczas malowania, cienie bledną, ciężko jest nimi uzyskać jakiś efekt. Nie wiem jak sprawdzą się na bazie, jednak solo jest źle. Co prawda blendują się całkiem nieźle z innymi cieniami, jednak blakną. Trzymają się kilka godzin bez zarzutu. Nie wchodzą w załamania, nie ścierają się nierównomiernie. Po prostu znikają. Na bazie może nie będzie tak źle. Niestety przykro mi przyznać, że te cienie nie przypadły mi do gustu. Jest to chyba jeden jedyny kosmetyk, z którym się nie polubiłam. (z tych, które miałam okazję testować). Może z innymi wersjami kolorystycznymi jest lepiej? Osobiście z cieniami się nie polubiłam. Jedynie biel używam pod łuk brwiowy.
Skład: (niestety się pościerał)

Dostępność:
www.i-mariza.pl

Miałyście te cienie? Co o nich myślicie?

Mariza-Utwardzacz do paznokci 3w1.

22 lutego 2013

Dobry ;]
Od razu przepraszam za moją nieobecność :( Jak pisałam Wam w poniedziałek, zaczęłam zajęcia na uczelni. Udało mi się pozaliczać wszystkie egzaminy i wkroczyłam w drugi semestr. Nie będę ukrywała,że będzie ciężej niż poprzednio. Już widzę po przedmiotach, jakie będę miała. 'Prawne podstawy resocjalizacji' czy 'Filozoficzne podstawy pedagogiki' ... No po prostu pięknie.. Choć są też plusy. Doszedł mi przedmiot 'Procedury interwencji policyjnej' :) Cieszę się z tego przedmiotu jak małe dziecko. Wszystko co może być na temat policji.. Geneza, środki przymusu, różne procedury.. Idealny przedmiot dla mnie. :)) Tak więc, przez natłok zajęć będzie mnie tu zdecydowanie mniej. Nie oznacza to,że rezygnuję z blogowania, o nie :) Po prostu posty będą się pojawiały nieco rzadziej. Mam nadzieję,że zrozumiecie i mnie nie opuścicie :) Ale nie przedłużając, zapraszam Was do recenzji utwardzacza do paznokci, który znalazł się również w paczuszce od Sandry w ramach współpracy :)
  
 Zacznijmy może od suchych faktów. Na pierwszy ogień idzie opakowanie. Jest to typowy wygląd jak u lakieru do paznokci. Buteleczka jest identycznych rozmiarów jak osławione już lakiery Brilliant (również od Marizy). Przezroczysta, szklana (?) buteleczka bez zbędnych informacji. Z zamykaniem nie ma problemów, również podczas transportu nic się nie wylewa, nie ucieka. Na przodzie znajdziemy informację, iż jest to utwardzacz do paznokci 3w1. Do tego typu produktów jestem sceptycznie nastawiona, bo jak wiadomo, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Pędzelek  jest dosyć fajny. Równo ścięty, nie za duży i nie za mały. Taki w sam raz. Konsystencja również nie jest za leista, ani za gęsta. Wysycha w całkiem przyzwoitym czasie. Nie bąbelkuje. I teraz zastanawia mnie, gdzie jest to 3w1. Bo jakoś się doszukać tego nie mogę. Lakier ma
wzmacniać i utwardzać, zapobiegać łamaniu i rozdwajaniu, może być używany jako podkład pod emalię, lub warstwa nawierzchniowa zwiększająca połysk, twardość i trwałość lakieru. No za diabła nie widzę trzech właściwości, tylko wiele innych. 
W każdym razie zajmijmy się tymi jego właściwościami. Zacznijmy od początku. Wzmacnia minimalnie, utwardza całkiem fajnie, sprawia,że paznokcie mniej się łamią, owszem, nie rozdwajają się. W tej kwestii wszystko jest w miarę okej. Cudów nie ma co oczekiwać. Moje paznokcie są bardzo słabe i delikatne, a ten utwardzacz choć trochę je ochrania. Ale tylko w momencie swego bytu na paznokciach. Gdy go nie ma, paznokcie dalej są łamliwe i kruche. Jako podkład pod inny lakier go nie używam, gdyż nie odczuwam takiej potrzeby. Jako warstwa nawierzchniowa faktycznie fajnie zwiększa połysk innego lakieru, twardość też całkiem fajnie. Co do przedłużania jego trwałości, jakoś tego nie zauważyłam. Lakier jak się ścierał, tak się ściera i z tym utwardzaczem. 
Jak więc widzicie, utwardzacz robi to co powinien, czyli utwardza. Reszta jego właściwości nie jest jakaś szczególnie zadowalająca. Fajnie też nadaje połysku innemu lakierowi.

Ogólnie produkt całkiem fajny. Spełnia swoje podstawowe zadanie i chwała mu za to :)

Dostępność
www.i-mariza.pl
 Dziękuję Sandrze i firmie Mariza za udostępnienie kosmetyku do testów. Fakt, iż dostałam produkt nieodpłatnie, w żaden sposób nie wpłynął na moją recenzję.  
 Miałyście? Co o nim myślicie? :)

Mariza - Linia SPA Granat - Odświeżający żel pod prysznic.

18 lutego 2013

Heloł :)
Korzystając z przerwy pomiędzy zajęciami postanowiłam co nieco tu naskrobać. Dzisiaj zaczęłam zajęcia po przerwie i sesji. Ciężko mi się przestawić. Tym bardziej,ze zajęcia mam na rano. Do tej pory odsypiałam ile mogłam. A jak część z Was wie, za kilka dodatkowych minut snu dała bym się pokroić. :D No,ale nie ma co narzekać. Trzeba się cieszyć, że wiosna już za pasem ;] Ale nie przedłużając zapraszam do recenzji :) ( Za oknem szaro, więc zdjęcia nie są dobrej jakości. Ja chcę już wiosnę... :) )
 
Przedmiotem dzisiejszej notki jest żel pod prysznic jaki dostałam już jakiś czas temu w ramach współpracy. Na dzień dzisiejszy żel wykończyłam w połowie, więc mogę kilka słów o nim powiedzieć. Na zdjęciach widzicie już trochę ubytku, gdyż niestety za późno się za nie zabrałam. W każdym razie ja od żelu oczekuję tego by dobrze się pienił, miał przyjemny zapach i był niedrogi. Wiele nie wymagam. Lubię próbować różne warianty zapachowe. Tutaj żel dostajemy w buteleczce o pojemności 250 ml. Opakowanie jest przyjemne dla oka. Bez zbędnych informacji, tylko to co potrzeba. Buteleczka jest przezroczysta, dzięki czemu widać ile produktu jeszcze nam zostało. Z tyłu znajdziemy niezbędne informacje, takie jak informację od producenta oraz skład. Trzeba przyznać,że producent zapewnia nas o wielu właściwościach żelu. Niczego wielkiego jednak nie oczekiwałam. Żel to żel. Sam otwór żelu jest w porządku. Nie jest za duży, ani za mały. Wydobywa się przez niego wystarczająca ilość żelu. Niestety trzeba uważać z nim podczas podróży. Może się minimalnie wylewać. Ja, jak go przewoziłam, owijałam dodatkowo w woreczek. Sama konsystencja jest nieco rzadka. Nie przelewa się przez palce jak woda, jednak nieco może uciekać. Pieni się całkiem dobrze, przez co jest wydajny. Pachnie obłędnie ;) Nie wiem czy to zapach granatu (nigdy nie wąchałam) jednak zapach jest świeży, owocowy. Bardzo umila nam wizytę w łazience :) Zapach niestety ulatnia się po kąpieli, jednak wyczuwamy go na skórze jeszcze przez pewien czas. Krótko, ale jest. Co do nawilżenia skóry, czy złagodzenia drobnych podrażnień.. Takowych nie posiadam, więc w tej kwestii się nie wypowiem. Jednak faktycznie pozostawia skórę lekko odświeżoną i nawilżoną. Nie zostawia tłustego, czy jakiegokolwiek filmu.
Na koniec tradycyjnie skład:
Dostępność/Cena.
Klik  /  7 zł

Produkt godny polecenia. Jedynym minusem może być problem podczas transportu.

Miałyście żel z tej linii?  Lubicie?

Róż w sam raz dla Barbie? Lakier Brilliant od Marizy.

13 lutego 2013

Hej ;)
Wczoraj odebrałam ostatni wynik egzaminu. Pierwsza sesja w moim życiu już za mną ;) Oficjalnie mogę rozpocząć tydzień wolnego ;] Jak tylko wróciłam do domu, mama dała mi paczuszkę. Byłam pewna,że to kosmetyki od L'ambre do testów. Jednak po otworzeniu, moim oczom ukazał się ostatnio zamówiony lakier Marizy. Jakiś czas temu, gdy otrzymałam kosmetyki do testów, moje serce uwiódł lakier do paznokci. Tak go pokochałam,że zapragnęłam mieć jeszcze inny kolor. Więc zamówiłam sobie lakier w kolorze różowym. Dodatkowo w ramach długiego oczekiwania dostałam tester błyszczyka. Ciemny, brudny róż. Wydawał się idealny, ale przy moim ciemnym szkliwie, niestety wygląda dosyć śmiesznie. Oddałam go mojej mamie która jest zadowolona ;) Ale nie przedłużając, pokazuję Wam moje Maleństwo :D
Zdjęcie z lampą.
Również zdjęcie z lampą.
Moja mama określiła go jako typowy róż dla Barbie :D Mi się mimo to bardzo  podoba ;] Nie ustępuje swojemu bratu, o którym przeczytacie TUTAJ.  Wysycha wręcz ekspresowo ;] Ale musimy pamiętać, żeby malować cienkie warstwy. Przy grubszych nie wysycha tak szybko. Do krycia wystarczą dwie cieniutkie warstwy. Choć można dodać trzecią dla pewności, gdyż po dwóch lekko prześwitują białe końcówki paznokci. Więcej możecie przeczytać TUTAJ. Jest identyczny właściwościami jak właśnie tamten lakier.

Miałyście te lakiery? Lubicie je? :)

Mariza - Pomadka do ust SOFT&COLOUR nr.13

6 lutego 2013

Hej Misiaki ;) Jak Wam mija tydzień? :) Mi całkiem przyjemnie ;] Pomijając fakt,że trwa sesja. Co prawda wszystkie egzaminy mam za sobą, choć nadal czekam na jeden wynik. Miejmy nadzieję,że go zdam :) Wczoraj w nagrodę (ahh to usprawiedliwianie siebie :D) za zdany najtrudniejszy egzamin (serio!) sprawiłam sobie pomadkę z Inglota. ;] Ale to nie o niej dzisiaj będzie. Dzisiaj krótko i na temat o pomadce z Marizy.
Jak widzicie, pomadka zamknięta jest w dosyć fajnym opakowaniu. Czarny, ciekawy design ze srebrnym paskiem przy otwarciu. Jest ono plastikowe, ale myślę że solidne. Zamyka się na klik co bardzo ułatwia życie. Napisy jak na razie się nie ścierają i miejmy nadzieję,że tak zostanie. Początkowo pomadka miała być dla mnie. Wybrałam sobie do testów pomadkę o taką:
 Niestety w opakowaniu już wygląda zupełnie inaczej. Jest bardzo ciemna, a mi ciemne kolory na ustach nie bardzo pasują. Raz,że mam szkliwo ciemnawe, a dwa,że jestem strasznie blada. Więc ciemne pomadki ni w ząb do mnie nie pasują. Pomyślałam,że może oddam ją mojej mamie. Do niej pasuje bardzo fajnie, ale jedynie na wielkie wyjścia. Tak więc o trwałości czy wpływie na usta nie jestem w stanie się wypowiedzieć. Myślę,że pomadka była by całkiem fajna, gdyby nie fakt,że zupełnie inaczej wygląda w katalogu, a inaczej na żywo. Tak więc nie jestem Wam w stanie nic więcej powiedzieć na jej temat. Może kiedyś skuszę się na inny kolor, ale wcześniej sprawdzę swatche w internecie :) Cena nie jest wysoka, więc myślę że warto spróbować.

Dostępność/Cena:
Konsultantki Marizy,  www.i-mariza.pl  /  Cena katalogowa: 9,50 zł

Miałyście ją? Jaka jest Wasza opinia? :)

Dziękuję Sandrze i firmie Mariza za udostępnienie kosmetyku do testów. Fakt, iż dostałam produkt nieodpłatnie, w żaden sposób nie wpłynął na moją recenzję. 

Tymczasem ja zmykam do łóżka się wygrzewać. Złapało mnie niestety choróbsko okropne. Ale i tak długi czas mu się opierałam :D Bye Misie :)

Mariza- rozświetlający róż do policzków nr.11 Słoneczna brzoskwinia.

29 stycznia 2013

 Hej ;] Żyję,żyję :D Trochę mnie tu nie było. A powód jest oczywisty. Sesja. Zaczęła się wszechobecna sesja, która niestety mnie nie ominęła. Dzisiaj przychodzę z recenzją różu od Marizy. Chcę się wyrobić w miarę szybko z recenzjami, bo jak pamiętacie, trochę kosmetyków do testów dostałam. :D Post miał ukazać się już wczoraj, jednak mój Ukochany zrobił mi małą niespodziankę i wpadł z niespodziewaną wizytą :) Mam nadzieję,że dzisiaj już post ukaże się w całości :D A poza tym co jeszcze u mnie? Dopadło mnie przeziębienie :( Dzisiaj rano jak wstałam, nie byłam w stanie wykrztusić słowa. Nie mogło mnie dopaść wcześniej? :D A nie teraz, jak mam w większości wolne.. ;] Ale nie smęcę Wam i zapraszam do recenzji :)
 
 Zacznę od opakowania. Róż dostajemy w okrągłym pudełeczku przypominającym nieco cień do powiek. Z tego co widzę w katalogu, cienie do powiek znajdują się w identycznych opakowaniach. Jest ono plastikowe, odkręcane i trwałe. Nie powinno samo otwierać się w kosmetyczce czy torebce. Nie mamy na nim informacji ile g produktu otrzymujemy. Również w katalogu takiej informacji nie znajdziemy. Z tyłu znajduje się skład oraz kontakty do producenta. Na składach się nie znam, więc na ten temat się nie wypowiem. Nie widzę jednak w nim parabenów co jest dużym plusem.
 Kolor jaki posiadam to Słoneczna brzoskwinia (nr.11). Jest to jak widać odcień delikatny, brzoskwiniowy. Dosyć dobrze napigmentowany. Kolor sprawdzi się raczej dla jaśniejszych cer. Nada jej blasku, promienności. Jak nazwa wskazuje, ma być to rozświetlający róż do policzków. I tu się zgodzę. Fajnie rozświetla i nadaje blasku naszej buźce.Musimy jednak uważać, żeby nie przesadzić. Pigmentacja jest dosyć mocna, więc najlepiej zdmuchnąć nadmiar różu z pędzla. Konsystencją przypomina bardzo puder w kamieniu. Choć jest troszkę mniej zbity. Przy nabieraniu bardzo się kruszy, więc musimy uważać, by nie pobrudzić wszystkiego wkoło. Zapach jest nieco chemiczny. Nie wyczuwalny podczas aplikacji i na twarzy. Dopiero przy naprawdę mocnym wąchaniu, wyczujemy nutkę chemii. Co do trwałości. Gdy nie będziemy ruszać twarzy palcami, chustką itp. utrzyma się do kilku godzin. Jeśli jednak mamy tendencję do dotykania twarzy, musimy liczyć się z tym,że dosyć szybko nam zejdzie. Część z Was wie,że za różami nie przepadam. Wolę zdecydowanie bronzery. Jednak ten róż ma kolor idealnie do mnie pasujący. Zagości na długo w mojej kosmetyczce, gdyż jest szalenie wydajny :)

Dostępność/Cena:
Konsultantki Marizy,  www.i-mariza.pl  /  Cena katalogowa: 13,90 zł

Produkt całkiem przyjemny :)
Miałyście ten róż? Jakie są Wasze odczucia? :)
  (Dziękuję ślicznie za tyle obserwatorów i wejść :))